Harry POV
Siedzieliśmy z Milą na dywanie oparci o kanapę i myśleliśmy nad tym jakie pytania zadamy.Dziewczyna nadal nie wyglądała na zadowoloną z mojego pomysłu.
-Gotowa?-zapytałem sięgając po szklankę z drinkiem,który zamówiłem.
-Nie...-jęknęła.-To kiepski pomysł,serio.
-Okey więc ja pierwszy.-nie dawałem za wygraną.-Kiedy przespałaś się po raz pierwszy?
Mila zakrztusiła się po czym zaczęła głośno kasłać.Poczołgałem się do niej i klepnąłem lekko w plecy.Ta zaczęła wymachiwać rękami na znak żebym jej nie dotykał.
-Co to za pytanie?
-Normalne.Odpowiedz.
-Oh nie wierze,że to robię.-schowała twarz w dłoniach.-Miałam szesnaście lat.Zrobiliśmy to w jego samochodzie.Nigdy więcej go już nie widziałam.
-Przeleciał Cię i uciekł?-zdziwiłem się.
-Prawdopodobnie zginął.-wzruszyła ramionami i upiła łyk z butelki.-Masz jeszcze osiemnaście pytań.
-Tamto się nie liczyło.
-Liczyło Styles.Teraz moja kolej.Ile razy dziewczyny naciągały cię na dziecko?
Zaśmiałem się na jej pytanie.Było wprost przekomiczne.
-Żadna.
-Kłamiesz.
-Jak chcesz możesz być tą pierwszą.-zaśmiałem się kiedy zobaczyłem jej reakcje.Zachłysnęła się alkoholem i znów zaczęła kasłać.Tym razem już od razu dała mi znak żebym do niej nie poschodził.
-Nie mam ochoty rozmawiać o seksie,szczególnie z tobą.-splunęła.-Czy masz jakieś rodzeństwo?
-Tak.Starszą siostrę,Gemmę i Zayna ale nie jest moim rodzonym bratem.
-Mów dalej.-położyła się bokiem na kanapie tak,żeby mnie widzieć i upiła łyk.
-Mój ojciec związał się z jego matką.I tak zostaliśmy braćmi.Proste.Co się stało z waszą matką?
Mila zacisnęła mocniej ręce na butelce i pociągnęła z niej porządnego łyka.Jej oczy momentalnie posmutniały jednak po chwili znowu powróciły do swojego obojętnego wyrazu.Jak można tak szybko zmieniać mimikę swojej twarzy?
-Nie żyje.-odparła w końcu.
-Tyle zdążyłem się już dowiedzieć.
-Sprawdzałeś nas?!-podniosła na mnie głos i wstała z kanapy.Zrobiłem to samo wiedząc,że nie zawaha się zaatakować w razie gdyby coś jej nie pasowało.
-Nie.-odpowiedziałem pewnie.-Sprawdzałem ciebie.W Mrocznym Podwórku tylko ty byłaś taka wyszczekana i rzuciłaś się na mnie kiedy mogłaś zginąć.Znaczy to,że nie za bardzo dbasz o swoje życie i obojętne jest tobie kiedy i jak umrzesz.
-Tak.-przyznała mi racje siadając na kanapie.-Nie dbam o to.I tak wiem,że szybciej czy później ktoś mnie zastrzeli.Taka praca,Styles.-wzruszyła ramionami i napiła się.-Dlaczego zainteresowałeś się interesem swojego ojca?
-Ty też mnie sprawdzałaś.-zaśmiałem się.-Na początku w ogóle mnie to nie kręciło.Życie w ciągłym strachu przed śmiercią.Ale po moich 16 urodzinach kiedy ojciec zabrał mnie do klubu spodobało mi się.-uśmiechnąłem się pod nosem przypominając sobie klub pełen striptizerek i alkoholu.-Mogę mieć każdą.Wystarczy tylko na jakąś spojrzeć a już jest moja.
-Masz wysokie mniemanie o sobie,Styles.-zamknęła oczy i położyła się na kanapie ,tak,że jej długie nogi,gdyby nie były podkurczone,zapewne były by na moich kolanach.Na tę myśl uśmiechnąłem się mimowolnie.Z kobietami robiłem wyłącznie jedno a nie siedziałem i rozmawiałem na przykład o lecącym w telewizji filmie.
-A ty?Nie wiążesz się z nikim na stałe.W ciągu tygodnia potrafisz pokazać się z 10 facetami.
-Nie bawię się w związki.Nie jest mi to ani trochę potrzebne do szczęścia.Tylko stary dobry seks.-mruknęła i otworzyła oczy.-Ale nie tylko ja tak uważam,co?
-Mógłbym być z kimś.-zaprzeczyłem.-Tylko zawsze coś jest z wami nie tak.
-Z nami?A co ci nie pasuje w kobietach?-podparła się na łokciach.
-To,że chcecie tyle tych romantycznych pierdół...Kwiaty,czekoladki,kolacje...To takie nudne.-westchnąłem.-Dlaczego nie wystarczy wam jakiś film i pizza?Albo kiedy wy czegoś chcecie to musimy lecieć w podskokach,a kiedy my chcemy żebyście nas zaspokoiły to albo mówicie,że macie okres albo,że jesteście zmęczone...
-Spokojnie,Styles.Nie denerwuj się tak.Zrozumiałam.-zaśmiała się.Jej śmiech był taki melodyjny a nawet mógł bym powiedzieć,że słodki.-Wy też nie jesteście święci.Dla was liczy się tylko seks i kumple!
-A wy obgadujecie nas ze swoimi przyjaciółeczkami przy wielkich zakupach na których wydajecie kasę z karty kredytowej swoich chłopaków!-broniłem się.
-Chyba za dużo czasu przebywałeś z dmuchanymi lalami z masą plastiku,Styles.
Już miałem jej coś odpowiedzieć kiedy w salonie pojawił się zaspany Niall w bokserkach.
-Przestańcie się tak drzeć.-ziewnął.-Nawet nie można przez was spać.Jeśli zaraz nie pójdziecie spać to serio wezmę.któreś z was do siebie.
- Jesteś aż tak brzydki że musisz wszystkich brać siłą do łóżka? - warknęła Mila, patrząc na blondyna.
niedziela, 8 marca 2015
sobota, 22 listopada 2014
Chapter 7
Mila POV
-Dłużej się nie dało?-westchnął Harry kiedy wychodziłam z pokoju świeża i czysta.Założyłam czarne leginsy,białą bluzkę i rozpinany sweter.
-Nie trzeba było czekać tutaj na mnie.Sama umiem zejść na dół.-przewróciłam oczami a po chwili poczułam jak mój podbródek został chwycony przez Harrego.Zmusił mnie aby na niego popatrzeć.Miał naprawdę piękne zielone tęczówki.
-Nigdy,przenigdy nie przewracaj oczami jeśli mówisz do mnie,jasne?-warknął a jego oczy pociemniały.Wyrwałam się z jego dotyku i rzucając przekleństwo w jego stronę zeszłam do salonu.Nadal siedzieli w nim członkowie Darka.Nagle do pokoju weszła Ashley i gdy zobaczyła ich wszystkich oniemiała.
-Em...-mruknęła tylko nie wiedząc co zrobić.
-Ashley.-podeszłam do niej i szepnęłam jej do ucha.-Idź do pokoju,zamknij się na klucz i nie wychodź aż do rana,okey?
-A ty...jedziesz gdzieś?-spojrzała na Harrego.-Z nim?
-Wrócę niedługo.-przytuliłam ją i wzięłam swoją torebkę.
Zrobiło się zimniej niż było więc naciągnęłam sweter na swoje dłonie.Wyciągnęłam telefon z kieszeni,żeby przejrzeć stronę hotelu.Doskonale wiedziałam,że tak łatwo się tam nie dostaniemy.Oparłam się o samochód czekając jak pan Styles łaskawie się zjawi.Za nim szło dwóch chłopaków.Jeden blondyn,drugi brunet.
-Jadą z nami.-zakomunikował lokowaty.
-Cudownie.-mruknęłam.
-Jestem Niall.-powiedział blondyn słodko się uśmiechając.-Nie musisz mówić jak masz na imię.U nas jesteś już znana.
-Jako jedyna skopałaś Harrego i Zayna.-zaśmiał się brunet.-Jestem Louis.
Harry popatrzył się z pogardą na chłopaków po czym otworzył mi drzwi od strony pasażera.
-Chce prowadzić.-zrobiłam smutną minę.
-Dziewczyna nie będzie prowadziła auta,Harrego Stylesa.-zaśmiał się Niall i wsiadł na tylne siedzenie z Louisem.
-Słyszałaś go.Wsiadaj i nie marudź.-niecierpliwił się i przewrócił oczami.
Kiedy miałam już odszczekać,wręcz wepchnął mnie za siedzenie i zamknął drzwi.
Harry prowadził wręcz nudnie.Nie umiał wykorzystać tak dobrego auta jakie posiadał.
-Macie przy sobie laptopa?-zapytałam.Louis od razu wyciągnął Maca z siedzenia i podał mi go.
Niall i jego towarzysz zainteresowali się tym co właśnie miałam zamiar zrobić.
-Włamamujesz im się?-zaśmiał się Niall.-Nie wiedziałem, że się na tym znasz.
-Nie wiesz o mnie wielu rzeczy.-mruknęłam.
-Myślę, że powinnyśmy się mu dokopać jeszcze dzisiaj.-wtrącił Harry patrząc to na drogę to na mnie.
-Wszystko trzeba rozplanować.To nie takie proste.Nas jest zaledwie czwórka a ich z czterustu.
-Działanie z zaskoczenia jest racjonalnym wyjściem.
-Nie, jeżeli nie wiesz z kim masz do czynienia.-czułam jak w powietrzu wisi kłótnia,która będzie spowodowana brakiem doświadczenia Harrego.On mógł nas zgubić.
Dojechaliśmy w ciszy pod hotel i od razu zaparkowaliśmy w garażu podziemnym.Cały hotel był bogato zdobiony z masa świecących się rzeczy. Każdy ochroniarz patrzył się na nas z pogardą i zaciekawieniem. Wiedzieli że nie jesteśmy przypadkowym klientami. Wiedzieli że coś z nami jest nie tak.
Nieoczekiwanie zobaczyłam plakat wiszacy na szybie i od razu wpadłam na jedyny pomysł który był dla nas ostatnią deską ratunku.
-Obejmij mnie, Harry.-szepnęła do niego, przybliżając się by nikt nas nie usłyszał. Chłopak popatrzył się na mnie zszokowany moją prośbą.
-Po co?-spytał zdziwiony.
-Obejmij i nie gadaj.-warknęłam ostrzej i przyczepiłam się do niego na co musiał odpowiedzieć.-A teraz udawaj,że z czegoś się śmiejesz.
-Nie trzeba było czekać tutaj na mnie.Sama umiem zejść na dół.-przewróciłam oczami a po chwili poczułam jak mój podbródek został chwycony przez Harrego.Zmusił mnie aby na niego popatrzeć.Miał naprawdę piękne zielone tęczówki.
-Nigdy,przenigdy nie przewracaj oczami jeśli mówisz do mnie,jasne?-warknął a jego oczy pociemniały.Wyrwałam się z jego dotyku i rzucając przekleństwo w jego stronę zeszłam do salonu.Nadal siedzieli w nim członkowie Darka.Nagle do pokoju weszła Ashley i gdy zobaczyła ich wszystkich oniemiała.
-Em...-mruknęła tylko nie wiedząc co zrobić.
-Ashley.-podeszłam do niej i szepnęłam jej do ucha.-Idź do pokoju,zamknij się na klucz i nie wychodź aż do rana,okey?
-A ty...jedziesz gdzieś?-spojrzała na Harrego.-Z nim?
-Wrócę niedługo.-przytuliłam ją i wzięłam swoją torebkę.
Zrobiło się zimniej niż było więc naciągnęłam sweter na swoje dłonie.Wyciągnęłam telefon z kieszeni,żeby przejrzeć stronę hotelu.Doskonale wiedziałam,że tak łatwo się tam nie dostaniemy.Oparłam się o samochód czekając jak pan Styles łaskawie się zjawi.Za nim szło dwóch chłopaków.Jeden blondyn,drugi brunet.
-Jadą z nami.-zakomunikował lokowaty.
-Cudownie.-mruknęłam.
-Jestem Niall.-powiedział blondyn słodko się uśmiechając.-Nie musisz mówić jak masz na imię.U nas jesteś już znana.
-Jako jedyna skopałaś Harrego i Zayna.-zaśmiał się brunet.-Jestem Louis.
Harry popatrzył się z pogardą na chłopaków po czym otworzył mi drzwi od strony pasażera.
-Chce prowadzić.-zrobiłam smutną minę.
-Dziewczyna nie będzie prowadziła auta,Harrego Stylesa.-zaśmiał się Niall i wsiadł na tylne siedzenie z Louisem.
-Słyszałaś go.Wsiadaj i nie marudź.-niecierpliwił się i przewrócił oczami.
Kiedy miałam już odszczekać,wręcz wepchnął mnie za siedzenie i zamknął drzwi.
Harry prowadził wręcz nudnie.Nie umiał wykorzystać tak dobrego auta jakie posiadał.
-Macie przy sobie laptopa?-zapytałam.Louis od razu wyciągnął Maca z siedzenia i podał mi go.
Niall i jego towarzysz zainteresowali się tym co właśnie miałam zamiar zrobić.
-Włamamujesz im się?-zaśmiał się Niall.-Nie wiedziałem, że się na tym znasz.
-Nie wiesz o mnie wielu rzeczy.-mruknęłam.
-Myślę, że powinnyśmy się mu dokopać jeszcze dzisiaj.-wtrącił Harry patrząc to na drogę to na mnie.
-Wszystko trzeba rozplanować.To nie takie proste.Nas jest zaledwie czwórka a ich z czterustu.
-Działanie z zaskoczenia jest racjonalnym wyjściem.
-Nie, jeżeli nie wiesz z kim masz do czynienia.-czułam jak w powietrzu wisi kłótnia,która będzie spowodowana brakiem doświadczenia Harrego.On mógł nas zgubić.
Dojechaliśmy w ciszy pod hotel i od razu zaparkowaliśmy w garażu podziemnym.Cały hotel był bogato zdobiony z masa świecących się rzeczy. Każdy ochroniarz patrzył się na nas z pogardą i zaciekawieniem. Wiedzieli że nie jesteśmy przypadkowym klientami. Wiedzieli że coś z nami jest nie tak.
Nieoczekiwanie zobaczyłam plakat wiszacy na szybie i od razu wpadłam na jedyny pomysł który był dla nas ostatnią deską ratunku.
-Obejmij mnie, Harry.-szepnęła do niego, przybliżając się by nikt nas nie usłyszał. Chłopak popatrzył się na mnie zszokowany moją prośbą.
-Po co?-spytał zdziwiony.
-Obejmij i nie gadaj.-warknęłam ostrzej i przyczepiłam się do niego na co musiał odpowiedzieć.-A teraz udawaj,że z czegoś się śmiejesz.
-Co ty odpieprzasz?-warknął mi do ucha.
-Witamy w IL DIVO,w czym mogę państwu służyć?-spytała brunetka siedząca za marmurową ladą.Spojrzała na mnie po czym przerzuciła wzrok na Harrego.Jej oczy momentalnie się "zaświeciły".
-Razem z moim narzeczonym,bratem i szwagrem przyjechaliśmy na targi ślubne.-wytłumaczyłam.Wiedziałam,że Louis i Niall gdyby mogli wybuchnęli by głośnym śmiechem.-Prawda,skarbie?-zwróciłam się do Harrego który nadal nie dowierzał,że dzieje się to naprawdę.
-Ależ naturalnie.-odparł uśmiechając się sztucznie.
-Mamy rezerwacje na nazwisko Styles.-powiedziałam do kobiety.
-Widzę,że przyzwyczajasz się do twojego przyszłego nazwiska...kochanie.-wykrztusił.
-Za dwa miesiące będzie już moje.
-Proszę apartament cesarski.Ostatnie piętro i cały czas prosto.Życzę udanego pobytu w IL DIVO.-wymamrotała swoją formułkę po czym uśmiechnęła się zalotnie do Harrego myśląc,że tego nie zauważę.
-Wybacz kochanie ale byłam pierwsza.-przyciągnęłam do siebie Harrego o po czym wszyscy poszliśmy w stronę windy.
Kiedy drzwi windy się zamknęły Niall i Louis zaczęli się śmiać jak nawaleni.Jednak gdy Harry obrzucił ich morderczym spojrzeniem oboje ucichli.
-Wybacz Harry ale to zabawne.-uśmiechnął się blondyn.-Mila jesteś zajebista.
-Dziękuje.-odwzajemniłam uśmiech.
Dalej siedzieliśmy w ciszy czekając aż wjedziemy na samą górę.
Nikogo nie było na korytarzu jednak kamery były dosłownie w każdym miejscu.Będzie trudno włamać się do gabinetu tego całego Evansa.
Apartament był wielki i niewiarygodnie bogato urządzony.Ale no cóż..nie na darmo nosił nazwę CESARSKI.
-Musimy się jakoś do niego włamać.-zagadnęłam siadając na wielkiej białej kanapie.
-Wciśniesz kolejny kit?-spytał Louis robiąc to samo co ja.
-Jeśli będzie trzeba.-wzruszyłam ramionami.-Cholera no...Moją więcej kamer niż w bankach.
-Piętnaście na jednym korytarzu.-wtrącił Harry zdejmując kurtkę.Został w samym białym T-shircie i czarnych spodniach co było normą.
Spojrzałam na mojego IPhona i stwierdziłam,że jest jeszcze wcześnie.
-Jak na razie nie mamy wyjścia i musimy tu zostać przynajmniej na noc.-mruknęłam niezadowolona z tego faktu.Musiałam spędzić noc w towarzystwie trzech facetów z Darka.Czułam się bardzo niekomfortowo.
-Umieram z głodu.-odezwał się Niall patrząc na swój brzuch.-Może coś zjemy?
-Zamów coś-machnęłam ręką.-W kuchni leży menu.
Cała trójka zniknęła za ścianą a ja postanowiłam zadzwonić do Ashley i zapytać się czy wszystko okey.
-Tak.Posiedzieli jeszcze jakieś pół godziny i wszyscy poszli.-mówiła moja siostra.-Ale lepiej powiedz co u ciebie.Podobno pojechałaś nie tylko ze Stylesem ale i z jego kolegami.
-Niestety ale nie są tacy sami jak on.Są normalni.Wiesz,że są tutaj targi ślubne nie?
-Tak.Najlepsze w całej Wielkiej Brytanii a co?
-Powiedziałam,że Harry jest moim narzeczonym.
Moja siostra po drugiej stronie zaczęła się głośno śmiać.Nie dziwiłam jej się.To było wręcz nie do pomyślenia żeby taki facet jak Harry chciał się ożenić.Nie ten typ,każdy o tym dobrze wiedział.
-Okey tym mnie...-wzięła oddech.-Zabiłaś.Pewnie był prze szczęśliwy?
-Oj bardzo.-przyznałam.-Myślałam,że zaraz mnie zastrzeli na oczach wszystkich.
Zza ściany wyłonił się Louis i zapytał czy coś mi zamówić.
-Piwo.-odparłam bezgłośnie i słuchałam dalej jak Ashley opowiada o wpadce jej znienawidzonej koleżanki ze szkoły.
-Posłuchaj co z Mattem?Mówił mi,że się do niego nie odzywasz.-Ashley ucichła.-Jesteś tam?
-Tak.-warknęła.-Nie mam ochoty z nim rozmawiać i tyle.Pilnuj lepiej swoich facetów.-rozłączyła się.
Westchnęłam i rzuciłam telefon na stolik.Postanowiłam włączyć telewizor wiszący na ścianie.Wiedziałam,że dzisiaj miał odbyć się mecz więc nie mogło być nic lepszego niż taki telewizor.Po chwili usłyszałam pukanie a po chwili głosy Harrego i zapewne pokojówki.Założe się,że próbowała uwieść Harrego albo się go przestraszyła jednak stawiałam na opcje numer dwa.
Kilka minut zajęło mu podanie butelki.
-Pójdę po szklankę.-powiedział.
-Nie jestem damą,nie potrzebuje szklanki.-odparłam i pociągnęłam łyk z butelki.
Styles uśmiechnął się i poszedł do kuchni lecz po chwili wrócił z jedzeniem razem z Niallem i Louisem.
-Na pewno nie chcesz trochę?-spytał blondyn patrząc na mnie.
-Smacznego.-uśmiechnęłam się i nadal patrzyłam w ekran obserwując jakiś dziwny serial.
Chłopaki zaczęli gadać o swoich durnych sprawach jednak ja oddałam się całkowicie oglądaniu.
-Chcecie coś jeszcze?-spytałam kiedy miałam zamiar zamówić sobie kolejne piwo.
-Coś mocnego.-odparł Louis.
Po kilku godzinach wypiliśmy na tyle dużo,żeby śmiać się dosłownie ze wszystkiego,jedynie Harry jeszcze potrafił się uspokoić.Louis i Niall poszli się położyć w sypialniach.Ja niestety zostałam sama z lokowatatym.Na początku w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy i nawet mi to pasowało.
-Zagrajmy w 20 pytań.-zaproponował Harry.Widząc moją niezadowoloną minę dodał.-No nie bój się.Nie zapytam się przecież o kod do waszego sejfu.
-Okey,niech ci będzie.Kto zaczyna?
Spojrzałam na mojego IPhona i stwierdziłam,że jest jeszcze wcześnie.
-Jak na razie nie mamy wyjścia i musimy tu zostać przynajmniej na noc.-mruknęłam niezadowolona z tego faktu.Musiałam spędzić noc w towarzystwie trzech facetów z Darka.Czułam się bardzo niekomfortowo.
-Umieram z głodu.-odezwał się Niall patrząc na swój brzuch.-Może coś zjemy?
-Zamów coś-machnęłam ręką.-W kuchni leży menu.
Cała trójka zniknęła za ścianą a ja postanowiłam zadzwonić do Ashley i zapytać się czy wszystko okey.
-Tak.Posiedzieli jeszcze jakieś pół godziny i wszyscy poszli.-mówiła moja siostra.-Ale lepiej powiedz co u ciebie.Podobno pojechałaś nie tylko ze Stylesem ale i z jego kolegami.
-Niestety ale nie są tacy sami jak on.Są normalni.Wiesz,że są tutaj targi ślubne nie?
-Tak.Najlepsze w całej Wielkiej Brytanii a co?
-Powiedziałam,że Harry jest moim narzeczonym.
Moja siostra po drugiej stronie zaczęła się głośno śmiać.Nie dziwiłam jej się.To było wręcz nie do pomyślenia żeby taki facet jak Harry chciał się ożenić.Nie ten typ,każdy o tym dobrze wiedział.
-Okey tym mnie...-wzięła oddech.-Zabiłaś.Pewnie był prze szczęśliwy?
-Oj bardzo.-przyznałam.-Myślałam,że zaraz mnie zastrzeli na oczach wszystkich.
Zza ściany wyłonił się Louis i zapytał czy coś mi zamówić.
-Piwo.-odparłam bezgłośnie i słuchałam dalej jak Ashley opowiada o wpadce jej znienawidzonej koleżanki ze szkoły.
-Posłuchaj co z Mattem?Mówił mi,że się do niego nie odzywasz.-Ashley ucichła.-Jesteś tam?
-Tak.-warknęła.-Nie mam ochoty z nim rozmawiać i tyle.Pilnuj lepiej swoich facetów.-rozłączyła się.
Westchnęłam i rzuciłam telefon na stolik.Postanowiłam włączyć telewizor wiszący na ścianie.Wiedziałam,że dzisiaj miał odbyć się mecz więc nie mogło być nic lepszego niż taki telewizor.Po chwili usłyszałam pukanie a po chwili głosy Harrego i zapewne pokojówki.Założe się,że próbowała uwieść Harrego albo się go przestraszyła jednak stawiałam na opcje numer dwa.
Kilka minut zajęło mu podanie butelki.
-Pójdę po szklankę.-powiedział.
-Nie jestem damą,nie potrzebuje szklanki.-odparłam i pociągnęłam łyk z butelki.
Styles uśmiechnął się i poszedł do kuchni lecz po chwili wrócił z jedzeniem razem z Niallem i Louisem.
-Na pewno nie chcesz trochę?-spytał blondyn patrząc na mnie.
-Smacznego.-uśmiechnęłam się i nadal patrzyłam w ekran obserwując jakiś dziwny serial.
Chłopaki zaczęli gadać o swoich durnych sprawach jednak ja oddałam się całkowicie oglądaniu.
-Chcecie coś jeszcze?-spytałam kiedy miałam zamiar zamówić sobie kolejne piwo.
-Coś mocnego.-odparł Louis.
Po kilku godzinach wypiliśmy na tyle dużo,żeby śmiać się dosłownie ze wszystkiego,jedynie Harry jeszcze potrafił się uspokoić.Louis i Niall poszli się położyć w sypialniach.Ja niestety zostałam sama z lokowatatym.Na początku w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy i nawet mi to pasowało.
-Zagrajmy w 20 pytań.-zaproponował Harry.Widząc moją niezadowoloną minę dodał.-No nie bój się.Nie zapytam się przecież o kod do waszego sejfu.
-Okey,niech ci będzie.Kto zaczyna?
niedziela, 2 listopada 2014
Chapter 6
Ashley POV
-To chcesz gdzieś ze mną wyjść czy nie?-usłyszałam jak Zayn powoli się irytuje.
-Mówiłam tobie,że mam masę nauki!Nie mogę dzisiaj.-czekałam na samochód,który zawsze wysyłał mój tata kiedy wracałam ze szkoły.Wiedziałam,że Mila była dzisiaj cały dzień zajęta ponieważ miała wrócić dopiero w nocy.Podobno pojechała do Sheffield by postraszyć paru ludzi i pozałatwiać parę spraw za ojca.Wydawało mi się,że jak tak dalej pójdzie sama zacznie rządzić gangiem a ojciec jej na to pozwoli.
-Mogę do ciebie przyjechać i ci pomóc.
-Tak chyba w biologii.-zadrwiłam jednak po chwili zaczęłam się śmiać.-Nie narzekała bym.
-Przestań być sprośna bo zaraz podjadę pod szkołę i wezmę cię w samochodzie.
-Lepiej nie.Okey dobra przyjedz po mnie o 20.
-Wiedziałem,że się zgodzisz,słońce.-ucieszył się.-Do zobaczenia.
Mila POV
Mały sukinsyn myślał,że się ukryje.To było aż śmieszne.
-Macie.-rzuciłam w kierunku Sebastiana torbę z pieniędzmi.-Do bagażnika z tym.
-Widzę,że sobie z nim poradziłaś.-zaśmiał się i spełnił moje żądanie.
-Słaby zawodnik.Założę się,że gdybym kazała mu strzelić we mnie,strzelił by w ścianę obok.
Spojrzałam na papiery i znałam sobie sprawę,że coś jest nie tak.
-Martwi cię coś?-spytał Sebastian jak by czytał w moich myślach.
-Spójrz.-podałam mu kartkę.-Tu są wykresy z ostatniego miesiąca a to z tego.
Zamyślił się na chwile i poważnie zaczął studiować każdy z nich.Dałam mu chwile,żeby się zastanowił po czym wyjechałam na ulice,.która miała prowadzić na autostradę.
-Zyski spadły minimum o dwa razy.-mruknął kładąc papiery na tylne siedzenie.-Ciekawe.Myślisz,że to sprawka Darka?
-A kogo by innego?-prychnęłam.-Pieprzony Styles.
-Jednak jedno musisz przyznać.Ma klasę.
-Tak.Czarne Range Rovery,białe lub czarne koszulki,rurki i taktowanie wszystkich jak szmaty.O tak.Zgadzam się z Tobą w 100%.-mruknęłam wjeżdżając na autostradę.
Po kilkunastu minutach spokojnej jazdy obok nas pojawił się czarny BMV.W środku siedziała jakiś facet w okularach a razem z nim plastikowa lala.Nie zwróciłam na nich zbytniej uwagi kiedy uderzyli w bok mojego samochodu.
-Co do chuja?!-krzyknął Sebastian.
-Dark.-mruknęłam a adrenalina zaczęła brać nade mną guru.Po chwili dziewczyna wyciągnęła broń.Tego było już za wiele.Pierdolnęłam w ich samochód po czym szybko wykręciłam numer do ojca,
-O co chodzi?-usłyszałam jego zdenerwowany głos.
-Powiedz Stylesowi,że zabije jego ludzi.
-Co?
-Nasłał na mnie i Sebstiana ludzi.Zabije ich.
-Mila,Uważaj dziecko,
-Przecież wiesz,że nie tak łatwo mnie zabić.
-I tak uważaj.
Harry POV
Siedziałem na swoim łóżku a tak naprawdę materacu pokrytym poduszką i cienką kołdrą.Po całym pokoju walały się moje rzeczy,tak,że nie dało się przejść i nie przewrócić.Nagle mój telefon zaczął dzwonić.
Wkurzyłem się ponieważ mówiłem,że nikt nie ma się ze mną kontaktować przez cały dzień.
-Halo?!-spytałem wkurwiony.
-Styles odwołaj swoich ludzi.-usłyszałem kogoś kogo się nie spodziewałem.
-Christian Reed.-mruknąłem pod nosem.-Nie rozumiem o co ci chodzi.
-Nie pierdol!Odwołaj ludzi!
-O co do kurwy chodzi?!-spytałem ostro.
- słałeś swoich ludzi na Mile która wraca z Sheffield.
-Niczego nikomu nie kazałem.-powiedziałem.-Nie mam z tym nic wspólnego,Reed.
Usłyszałem jak kładzie dalej telefon i mówi do kogoś.Chciałem już się rozłączyć gdy powiedział;
-Jest ktoś nowy w interesach.
Mila POV
-Nic dziwnego,że wygrywasz wszystkie wyścigi.-jęknął Sebastian wysiadając z samochodu.Mieliśmy nie złą przygodę w drodze powrotnej.Na szczęście obyło się bez ofiar...Przynajmniej śmiertelnych.
W oknach mojego domu paliły się światła.W salonie,gabinecie mojego ojca,kuchni a garaż był cały zajęty.
-Nie było aż tak źle.-stwierdziłam wchodząc po schodach do przedpokoju.
-Zrzygałem się dwa razy!
-Trzy.Plus małe omdlenie.-poprawiłam go.
-Sama siebie wkopujesz.
-Sor...-urwałam w połowie słowa widząc cycatą czerwonowłosą w salonie razem z innymi przedstawicielami Darka.
-Wyglądasz jak być zobaczyła du...-zaśmiał się Sebastian jednak gdy pojawił się obok mnie również zamarł.
Nie wiedziałam czy mam zwidy czy po postu w moim salonie siedzą nasi wrogowie popijając herbatkę i oglądają jakiś dupny film.Wszyscy faceci zwrócili na mnie swój wzrok gdy tak stałam nie wiedząc co zrobić.
-Widzę,że żyjesz.Wszyscy się o ciebie baliśmy.-powiedziała z sarkazmem w głosie Holly.
-Uważaj bo się wzruszę.-odepchnęłam ją na bok i poszłam prosto do gabinetu ojca.
Jak zawsze siedział w swoim fotelu z rękami ułożonymi w wieżyczkę.Kiedy weszłam do pokoju spojrzał na mnie z widoczną ulgą.
-Możesz mi wytłumaczyć dlaczego w naszym salonie roi się od Darka?-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jesteście cali?-spytał ignorując moje pytanie.Podszedł do mnie i zaczął oglądać.
-Tak nic nam nie jest.-jęknęłam niezadowolona.
Nagle ktoś odchrząknął dwuznacznie na co się odwróciłam.Na kanapie siedział Harry ubrany w czarne rurki,białą koszulkę i jakąś bluzę.Kiedy go zobaczyłam mięśnie same się napięły.
Wyglądał dobrze...I cholernie gorąco.
-Skoro już wróciłaś może powiesz nam czego się dowiedziałaś?-spytał podnosząc na mnie wzrok.
-Mają magazyn w Londynie.Na obrzeżach.Jeśli mam racje znajdziemy ich tam wszystkich.
-Kto jest ich szefem?-spytał ojciec.Przerwał mu dzwoniący telefon.Spojrzał na wyświetlacz i wyszedł.
-Więc?-ponagliłam chłopaka,który spojrzał na mnie.
-Nie jaki Steven Evans.-odparł Harry.Otworzył teczkę i zaczął przewracać strony.Usiadłam obok niego i patrząc mu przez ramie przyglądałam się kartotece mężczyzny na zdjęciu.Widząc jak Harry patrzył się na mnie odsunęłam się od niego.
-Przestań.-zbeształam go.
-Co ja takiego robię?
-Dziwnie się na mnie patrzysz.
-Sama na mnie włazisz.
-Nie włażę!-oburzyłam się po czym powiedziałam już spokojniej.-Dasz mi te teczkę Styles,żebym nie musiała nigdy więcej na ciebie włazić?
-Harry.Mów mi Harry.
-Dasz mi tą teczkę Styles czy nie?-powoli traciłam do niego cierpliwość.
Przewrócił oczami i wykonał moją "prośbę".
-Siedział w więzieniu przez 10 lat...Jak można wpaść?-mówiłam do siebie a kiedy zerknęłam na Harrego ten śmiał się pod nosem patrząc na mnie.
-Przestań,Styles.
-Gadasz sama do siebie.To nie jest normalne.
-Czasami trzeba porozmawiać z kimś inteligentnym.-odgryzłam się i dalej siedziałam w ciszy czytając kartotekę Stevena Evansa.
Myślałam,że mój ojciec już nie wróci ponieważ minuty sam na sam z Harrym ciągnęły się w nieskończoność.Na kilometr można było czuć napięcie seksualne między nami.Styles co chwila wiercił się na kanapie i podgryzał wargę jak by starał się myśleć o czymś innym.
-Macie jakieś pomysły na pierwszy krok?-zabrzmiał donośny głos ojca sygnalizując że jest w pomieszczeniu.
-Ma hotel pod Londynem.-odparłam.-Może warto by było go odwiedzić?
-Myślę,że to dobry pomysł.-poparł mnie Harry wstając z kanapy.-Zajmę się tym.
-Chciał bym żeby ktoś ode mnie wam pomógł.Po części to także moja sprawa.
Styles milczał przez chwile jednak pokiwał głową na znak,że się zgadza.
-Mila czy...
-NIE!-odpowiedziałam szybko.
-Ma racje.Dowiemy się sami co jest grane a później wszystko ci opowiem i razem podejmiemy dalsze kroki.-poparł mnie Harry.
-Jesteś nowy.Nie zadziałasz zbyt dużo.Mila będzie wiedziała jak podejść jego ludzi.Poza tym przynajmniej będę wiedział,że nie robisz czegoś na własną rękę.To nasza wspólna sprawa.-odparł mój ojciec nie dając za wygraną.Tak bardzo nie chciałam jechać nigdzie z Harrym nawet jeśli mnie też zależało,żeby ten gość wycofał się z rynku.
-To chcesz gdzieś ze mną wyjść czy nie?-usłyszałam jak Zayn powoli się irytuje.
-Mówiłam tobie,że mam masę nauki!Nie mogę dzisiaj.-czekałam na samochód,który zawsze wysyłał mój tata kiedy wracałam ze szkoły.Wiedziałam,że Mila była dzisiaj cały dzień zajęta ponieważ miała wrócić dopiero w nocy.Podobno pojechała do Sheffield by postraszyć paru ludzi i pozałatwiać parę spraw za ojca.Wydawało mi się,że jak tak dalej pójdzie sama zacznie rządzić gangiem a ojciec jej na to pozwoli.
-Mogę do ciebie przyjechać i ci pomóc.
-Tak chyba w biologii.-zadrwiłam jednak po chwili zaczęłam się śmiać.-Nie narzekała bym.
-Przestań być sprośna bo zaraz podjadę pod szkołę i wezmę cię w samochodzie.
-Lepiej nie.Okey dobra przyjedz po mnie o 20.
-Wiedziałem,że się zgodzisz,słońce.-ucieszył się.-Do zobaczenia.
Mila POV
Mały sukinsyn myślał,że się ukryje.To było aż śmieszne.
-Macie.-rzuciłam w kierunku Sebastiana torbę z pieniędzmi.-Do bagażnika z tym.
-Widzę,że sobie z nim poradziłaś.-zaśmiał się i spełnił moje żądanie.
-Słaby zawodnik.Założę się,że gdybym kazała mu strzelić we mnie,strzelił by w ścianę obok.
Spojrzałam na papiery i znałam sobie sprawę,że coś jest nie tak.
-Martwi cię coś?-spytał Sebastian jak by czytał w moich myślach.
-Spójrz.-podałam mu kartkę.-Tu są wykresy z ostatniego miesiąca a to z tego.
Zamyślił się na chwile i poważnie zaczął studiować każdy z nich.Dałam mu chwile,żeby się zastanowił po czym wyjechałam na ulice,.która miała prowadzić na autostradę.
-Zyski spadły minimum o dwa razy.-mruknął kładąc papiery na tylne siedzenie.-Ciekawe.Myślisz,że to sprawka Darka?
-A kogo by innego?-prychnęłam.-Pieprzony Styles.
-Jednak jedno musisz przyznać.Ma klasę.
-Tak.Czarne Range Rovery,białe lub czarne koszulki,rurki i taktowanie wszystkich jak szmaty.O tak.Zgadzam się z Tobą w 100%.-mruknęłam wjeżdżając na autostradę.
Po kilkunastu minutach spokojnej jazdy obok nas pojawił się czarny BMV.W środku siedziała jakiś facet w okularach a razem z nim plastikowa lala.Nie zwróciłam na nich zbytniej uwagi kiedy uderzyli w bok mojego samochodu.
-Co do chuja?!-krzyknął Sebastian.
-Dark.-mruknęłam a adrenalina zaczęła brać nade mną guru.Po chwili dziewczyna wyciągnęła broń.Tego było już za wiele.Pierdolnęłam w ich samochód po czym szybko wykręciłam numer do ojca,
-O co chodzi?-usłyszałam jego zdenerwowany głos.
-Powiedz Stylesowi,że zabije jego ludzi.
-Co?
-Nasłał na mnie i Sebstiana ludzi.Zabije ich.
-Mila,Uważaj dziecko,
-Przecież wiesz,że nie tak łatwo mnie zabić.
-I tak uważaj.
Harry POV
Siedziałem na swoim łóżku a tak naprawdę materacu pokrytym poduszką i cienką kołdrą.Po całym pokoju walały się moje rzeczy,tak,że nie dało się przejść i nie przewrócić.Nagle mój telefon zaczął dzwonić.
Wkurzyłem się ponieważ mówiłem,że nikt nie ma się ze mną kontaktować przez cały dzień.
-Halo?!-spytałem wkurwiony.
-Styles odwołaj swoich ludzi.-usłyszałem kogoś kogo się nie spodziewałem.
-Christian Reed.-mruknąłem pod nosem.-Nie rozumiem o co ci chodzi.
-Nie pierdol!Odwołaj ludzi!
-O co do kurwy chodzi?!-spytałem ostro.
- słałeś swoich ludzi na Mile która wraca z Sheffield.
-Niczego nikomu nie kazałem.-powiedziałem.-Nie mam z tym nic wspólnego,Reed.
Usłyszałem jak kładzie dalej telefon i mówi do kogoś.Chciałem już się rozłączyć gdy powiedział;
-Jest ktoś nowy w interesach.
Mila POV
-Nic dziwnego,że wygrywasz wszystkie wyścigi.-jęknął Sebastian wysiadając z samochodu.Mieliśmy nie złą przygodę w drodze powrotnej.Na szczęście obyło się bez ofiar...Przynajmniej śmiertelnych.
W oknach mojego domu paliły się światła.W salonie,gabinecie mojego ojca,kuchni a garaż był cały zajęty.
-Nie było aż tak źle.-stwierdziłam wchodząc po schodach do przedpokoju.
-Zrzygałem się dwa razy!
-Trzy.Plus małe omdlenie.-poprawiłam go.
-Sama siebie wkopujesz.
-Sor...-urwałam w połowie słowa widząc cycatą czerwonowłosą w salonie razem z innymi przedstawicielami Darka.
-Wyglądasz jak być zobaczyła du...-zaśmiał się Sebastian jednak gdy pojawił się obok mnie również zamarł.
Nie wiedziałam czy mam zwidy czy po postu w moim salonie siedzą nasi wrogowie popijając herbatkę i oglądają jakiś dupny film.Wszyscy faceci zwrócili na mnie swój wzrok gdy tak stałam nie wiedząc co zrobić.
-Widzę,że żyjesz.Wszyscy się o ciebie baliśmy.-powiedziała z sarkazmem w głosie Holly.
-Uważaj bo się wzruszę.-odepchnęłam ją na bok i poszłam prosto do gabinetu ojca.
Jak zawsze siedział w swoim fotelu z rękami ułożonymi w wieżyczkę.Kiedy weszłam do pokoju spojrzał na mnie z widoczną ulgą.
-Możesz mi wytłumaczyć dlaczego w naszym salonie roi się od Darka?-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jesteście cali?-spytał ignorując moje pytanie.Podszedł do mnie i zaczął oglądać.
-Tak nic nam nie jest.-jęknęłam niezadowolona.
Nagle ktoś odchrząknął dwuznacznie na co się odwróciłam.Na kanapie siedział Harry ubrany w czarne rurki,białą koszulkę i jakąś bluzę.Kiedy go zobaczyłam mięśnie same się napięły.
Wyglądał dobrze...I cholernie gorąco.
-Skoro już wróciłaś może powiesz nam czego się dowiedziałaś?-spytał podnosząc na mnie wzrok.
-Mają magazyn w Londynie.Na obrzeżach.Jeśli mam racje znajdziemy ich tam wszystkich.
-Kto jest ich szefem?-spytał ojciec.Przerwał mu dzwoniący telefon.Spojrzał na wyświetlacz i wyszedł.
-Więc?-ponagliłam chłopaka,który spojrzał na mnie.
-Nie jaki Steven Evans.-odparł Harry.Otworzył teczkę i zaczął przewracać strony.Usiadłam obok niego i patrząc mu przez ramie przyglądałam się kartotece mężczyzny na zdjęciu.Widząc jak Harry patrzył się na mnie odsunęłam się od niego.
-Przestań.-zbeształam go.
-Co ja takiego robię?
-Dziwnie się na mnie patrzysz.
-Sama na mnie włazisz.
-Nie włażę!-oburzyłam się po czym powiedziałam już spokojniej.-Dasz mi te teczkę Styles,żebym nie musiała nigdy więcej na ciebie włazić?
-Harry.Mów mi Harry.
-Dasz mi tą teczkę Styles czy nie?-powoli traciłam do niego cierpliwość.
Przewrócił oczami i wykonał moją "prośbę".
-Siedział w więzieniu przez 10 lat...Jak można wpaść?-mówiłam do siebie a kiedy zerknęłam na Harrego ten śmiał się pod nosem patrząc na mnie.
-Przestań,Styles.
-Gadasz sama do siebie.To nie jest normalne.
-Czasami trzeba porozmawiać z kimś inteligentnym.-odgryzłam się i dalej siedziałam w ciszy czytając kartotekę Stevena Evansa.
Myślałam,że mój ojciec już nie wróci ponieważ minuty sam na sam z Harrym ciągnęły się w nieskończoność.Na kilometr można było czuć napięcie seksualne między nami.Styles co chwila wiercił się na kanapie i podgryzał wargę jak by starał się myśleć o czymś innym.
-Macie jakieś pomysły na pierwszy krok?-zabrzmiał donośny głos ojca sygnalizując że jest w pomieszczeniu.
-Ma hotel pod Londynem.-odparłam.-Może warto by było go odwiedzić?
-Myślę,że to dobry pomysł.-poparł mnie Harry wstając z kanapy.-Zajmę się tym.
-Chciał bym żeby ktoś ode mnie wam pomógł.Po części to także moja sprawa.
Styles milczał przez chwile jednak pokiwał głową na znak,że się zgadza.
-Mila czy...
-NIE!-odpowiedziałam szybko.
-Ma racje.Dowiemy się sami co jest grane a później wszystko ci opowiem i razem podejmiemy dalsze kroki.-poparł mnie Harry.
-Jesteś nowy.Nie zadziałasz zbyt dużo.Mila będzie wiedziała jak podejść jego ludzi.Poza tym przynajmniej będę wiedział,że nie robisz czegoś na własną rękę.To nasza wspólna sprawa.-odparł mój ojciec nie dając za wygraną.Tak bardzo nie chciałam jechać nigdzie z Harrym nawet jeśli mnie też zależało,żeby ten gość wycofał się z rynku.
Breakers i Dark działali w Londynie od pokoleń.Próbowali sobie nie skakać do gardeł i nie przeszkadzać jednak od kilku lat weszło nam w nawyk zabijanie siebie na wzajem.Nie powiem,że mnie to odpowiadało.Po prostu broniłam tego co było moje albo należało do kogoś kogo kochałam.
-Rusz się.-usłyszałam warknięcie Harrego za sobą.Stał oparty o framugę drzwi i wznosił oczy ku sufitowi.
-Nie mów do mnie takim tonem.-rzuciłam i specjalnie odepchnęłam go na bok.Musiałam zrzucić z siebie przepocone ciuchy i wziąć prysznic jeśli miałam gdziekolwiek jechać.
-Garaż jest na dole.-usłyszałam za sobą głos Harrego,który szedł za mną.
-Twoja inteligencja też.
Widziałam,że hamował w sobie całą furie i agresje jednak bawiło mnie to.Widząc jego blade knykcie i zaciśniętą szczękę.Przywalił by mi i szczerze na to czekałam jednak na moje zdziwienie odparł:
-Jesteś niemiła,Reed.
-Jesteś ciotą,Styles.
Znowu jego szczęka napięła się.Nienawidził kiedy z niego kpiono,nienawidził mnie mieć kontroli nad tym co się dzieje.Odwróciłam się na pięcie idąc w stronę swojego pokoju.Kiedy słyszałam kroki za sobą zatrzymałam się.
-Boisz się sam wrócić na dół,Styles?
-Chce wiedzieć gdzie masz pokój.
Stanęłam w półkroku.
-Myślę,że ta wiedza nie jest ci w niczym potrzebna.
-W razie czego i tak wole wiedzieć.
-Garaż jest na dole.-usłyszałam za sobą głos Harrego,który szedł za mną.
-Twoja inteligencja też.
Widziałam,że hamował w sobie całą furie i agresje jednak bawiło mnie to.Widząc jego blade knykcie i zaciśniętą szczękę.Przywalił by mi i szczerze na to czekałam jednak na moje zdziwienie odparł:
-Jesteś niemiła,Reed.
-Jesteś ciotą,Styles.
Znowu jego szczęka napięła się.Nienawidził kiedy z niego kpiono,nienawidził mnie mieć kontroli nad tym co się dzieje.Odwróciłam się na pięcie idąc w stronę swojego pokoju.Kiedy słyszałam kroki za sobą zatrzymałam się.
-Boisz się sam wrócić na dół,Styles?
-Chce wiedzieć gdzie masz pokój.
Stanęłam w półkroku.
-Myślę,że ta wiedza nie jest ci w niczym potrzebna.
-W razie czego i tak wole wiedzieć.
wtorek, 23 września 2014
Chapter 5
Ashley POV
-Zauważyłam,że jesteś powszechnie szanowany w Darku.-powiedziałam pijąc poranną kawę,którą zrobił mi Zayn.Stał oparty o blat,w samych bokserkach i koszulce i robił to samo co ja.
-Dobrze zauważyłaś.U nas jest coś takiego jak szacunek.
-Nie masz pojęcia jak jest w Breakers.-warknęłam wkurzona jego uwagą.-Poza tym my byliśmy pierwsi i jesteśmy silniejsi niż wy.
-Nie masz pojęcia jakie wtyki ma Harry,skarbie.
-Jest młody i niedoświadczony.
-Skąd to niby wiesz?Nawet go nie znasz.-bronił go.
-Nie znam i nie chce poznać.Wsadził Izzy do chłodni przez co prawie zamarzła na śmierć.Mógł by być mężczyzną i dać jej kulkę w łeb.
-Nie chcieliśmy jej zabić.Chcieliśmy was jakoś ściągnąć.Ash,my nie zabijamy od tak sobie.Szanujemy ludzkie życie.
-Wybacz ale jakoś ci nie wierze.
-Nie musisz.-upił łyk kawy.Chyba nie za bardzo mu pasowała ponieważ sięgnął po cukiernice.-Kiedyś się o tym przekonasz.
Mila POV
Ashley już od kilku dni nie było w domu, martwiliśmy się o nią jak cholera. Ojciec wysyłał naszych ludzi w każde możliwe miejsce, ja byłam u każdego jej cholernego znajomego i kurwa nic!Jak ona mogła tak nagle zniknąć?Przecież zamknęłam drzwi.Fakt,może nie powinnam ale należała jej się kara.Nigdy w ten sposób do mnie nie mówiła.Zdenerwowałam się i to bardzo.Jestem jej starszą siostrą,powinna się mnie słuchać!
-Masz jakieś wieści od niej?-usłyszałam głos mojego ojca.Kiedy podniosłam wzrok stał oparty o framugę drzwi swojego gabinetu.Wiedziałam,że nie był zadowolony z tego,że siedzę na jego fotelu i przeglądam papiery.
-Żadnych.-odłożyłam teczkę z wykresami sprzedaży z ostatniego kwartału i zajrzałam do drugiej w,której było przedstawione nasze konto bankowe.Nie było źle...Zaraz za dziewiątką znajdowało się jeszcze parę liczb i zera.Głodować na pewno nie będziemy.
Ojciec podszedł do mnie i pochylił się by zobaczyć co robię.
-Zostaw to.Izzy się tym zajmie.-powiedział.
-Na razie daj jej wolne.Dużo przeszła i należy jej się odpoczynek,nie sądzisz?
Usłyszałam jak ojciec zaciska dłonie na fotelu mocnej.
-Czy ty podważasz moje zdanie?
-Nie,nie podważam.Uważam jednak,że powinna odpocząć.-spojrzałam na ojca.-Przepracujesz ją.Już i tak jestem pewna podziwu,że nie zrezygnowała i nadal jest ci wierna.Powinieneś to docenić.
Na jego twarzy było widać zmęczenie pomieszane z troską i złością.Martwił się o Ashley i zapewne nie przespał ani minuty,musiał pilnować spraw Breakers i jeszcze myśleć o Darku.Zrobiło mi się go żal.
-Tato.-wstałam i wzięłam jego twarz w dłonie.-Kiepsko wyglądasz.Idź odpocznij.
-Mila mam prace.Dużo pracy.-westchnął ciężko.
-Zajmę się tym.Tylko proszę,odpocznij.
Ojciec przybliżył swoje usta do mojego czoła by zostawić na nim długi pocałunek.W tamtym momencie znowu poczułam się jak bym znów miała 12 lat.Brakowało jeszcze zapachu ciasta oraz śmiechów Ashley i mamy,którego tak dawno nie słyszałam i za którym tak bardzo tęskniłam.
-Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.-powiedział odsuwając się.
-Musiał byś sobie radzić z tym wszystkim sam.-uśmiechnęłam się.
Po tym jak ojciec opuścił pomieszczenie postanowiłam zadzwonić do Kaspara.
Pierwszy sygnał.
Drugi sygnał.
Trzeci...
-Halo?-usłyszałam jego zasapany głos.
-Odbieraj szybciej ten cholerny telefon!Jesteś w Breakers!Tu odbiera się od razu!
-Dobrze..-jęknął zmieszany a ja już wiedziałam,że powstrzymuje się od podniesienia na mnie głosu.-Przepraszam...Coś się stało?
-Powiedz wszystkim,żeby ze wszystkim dzwonili do mnie a nie do ojca.Jeśli zadzwonią mogą liczyć na kulkę w łeb.-rozłączyłam się i spojrzałam na wyświetlacz swojego iPhona.Po chwili dostałam powiadomienie,że Ashley do mnie dzwoniła!Jak najszybciej wybrałam jej numer i niecierpliwie czekałam aż odbierze.
-Mila.
-Gdzie ty do cholery jesteś?!-krzyknęłam nie panując nad swoją złością ale i ulgą.-Nic ci nie jest?!Boże...Nigdzie cię nie było...Myślałam,że Ci z Darka Cię porwali i...
-Mila spokojnie,proszę.Nic mi nie jest a oni...nic mi nie zrobili.-powiedziała szybko.-Spotkamy się za godzinę w centrum handlowym?Pójdziemy na zakupy i pogadamy...Jak kiedyś...
-Mam prace...Bardzo bym chciała ale...
-Mila.Prosze.Nie bądź jak nasz ojciec.-w jej głosie usłyszałam nutkę goryczy.
Zastanowiłam się przez chwile i stwierdziłam,że byłam jej to winna.Po tym co powiedziałam,powinnam spędzić czas w normalności z moją siostrą.
-Okey.Za godzinę w centrum.
-Super!-ucieszyła się.-Do zobaczenia.
Połączenie zostało przerwane a ja wstałam by przyszykować się do wyjścia.
Ashley POV
Z Milą byłyśmy już dobre dwie godziny w jednym sklepie przymierzając świetne ciuchy.Jak zwykle moja siostra przymierzała leginsy,duże bluzki i bluzy.Czasami pojękiwałam jednak po jakimś czasie zupełnie przestało mnie to razić.
-Co myślisz o tej sukience?-spytałam pokazując jej tą <KLIK>
-Masz takich z tysiąc i chcesz jeszcze kolejną?
-Posłuchaj.-zaczęłam poważnym tonem.-Żadna sukienka nie jest taka sama.To jaką założysz pokazuje twoją osobowość,nastrój...
-Okey,okey!-podniosła ręce w górę aby pokazać,że się poddaje.-Wyglądasz ślicznie.
-Przepraszam.-powiedziała młoda sprzedawczyni nieśmiało.Dobrze wiedziała kim byłyśmy i nie ukrywałam,że jej przerażenie mnie nie bawiło.-Czy-Czy panie to biorą?-wskazała na górę rzeczy na kanapie.
-Tak i zapewnię jeszcze coś wybierzemy,prawda?-Mila spojrzała na mnie z cwaniackim uśmieszkiem na co tylko kiwnęłam głową i wróciłam do przymierzalni by zaciągnąć z siebie sukienkę.
Po kolejnej godzinie wyszłyśmy ze sklepu obładowane torbami.
-Trzeba było wziąć Matta albo innego faceta albo najlepiej dwóch.-jęknęłam.
-Od razu sześciu plus szofera.-dodała moja siostra i wyciągnęła telefon.
-Nie zapomnij o limuzynie.-upomniałam ją na co szeroko się uśmiechnęła i zaczęła z kimś rozmawiać.Usłyszałam tylko,że kazała komuś przyjechać i wziąć od nas zakupy.Tym kimś zapewne miał być mój chłopak jednak skrzywiłam się na myśl,że mam go zobaczyć.
-Matt przyjedzie?-spytałam idąc w stronę tłumu ludzi,którzy kiedy nas zobaczyli od razu robili przejście.
-Nie.Ma zadanie do wykonania i jest chwilowo zajęty.Idziemy coś zjeść?Umieram z głodu.
-Tylko nie do tych knajpek gdzie wszystko ocieka tłuszczem a mnie na sam widok tego chce się rzygać.
-W porządku.-uśmiechnęła się moja siostra przyjaźnie a ja aż zdziwiłam się z jej uprzejmości,która dzisiaj sięgała ponad normę.
Nieoczekiwanie zobaczyłam wysokiego bruneta z ciemną karnacją.Ubrany był w czarne spodnie,białą koszulkę z nadrukiem oraz skórzaną kurtkę.Kiedy on również mnie zauważył i zaczął iść w moją stronę miałam ochotę strzelić sobie w łeb.Po chwili Mila również go zauważyła a ja już wiedziałam złość wypisaną na jej twarzy.Chciałam dać znak Zaynowi żeby do mnie nie podchodził ale nie miałam jak.
-Hej śliczna.-powiedział z uśmiechem nie zwracając uwagi na moją towarzyszkę.
-Śliczną mogę ci dać ale kuku na twarzy.-warknęła Mila i stanęła przede mną jak by chowając mnie przed Zaynem.
-Znowu ty.Myślałem,że zajmujesz się ojcem i resztą tej twojej bandy nienormalnych.-zakpił chłopak z cwaniackim uśmiechem na twarzy.
-O nie Zayn przestań...Proszę.-myślałam chcąc coś zrobić jednak nie mogłam.Nie mogłam powiedzieć Mili,że się z nim przespałam.Nie teraz...
Moja siostra zamachnęła się a po chwili jej pięść spotkała się z uroczą twarzą Zayna,która odskoczyła mu w bok.Z szoku aż cicho krzyknęłam.
-Uderzyłaś mnie suko.-zaśmiał się Zayn wycierając ręką swoją krew,która zaczęła ciec z nosa.
Wszyscy zaczęli na nas zerkać ale szybko odwracali wzrok widząc kto z kim wszedł w konflikt.Nawet ochrona nie zareagowała bojąc się naszego ojca.
-Jak mnie nazwałeś?!-warknęła Mila wyprowadzona z równowagi.Rzuciła wszystkie zakupy na podłogę i wymierzyła kolejny cios w twarz Zayna.Ten jednak spodziewając się tego zablokował jej nadgarstki i wykręcił tak,że Mila cicho syknęła.Lata walki i umiejętności nauczyły ją absolutnie wszystkiego więc nie trudno było jej opanować sytuacje.Po chwili zjawiło się dwóch chłopaków i jednym z nich był Kaspar.Chłopak podszedł do mnie by zobaczyć czy wszystko ze mną w porządku kiedy jego kolega próbował odciągnąć Mile od Zayna.
Nagle ni stąd ni zowąd pojawiła się brązowa burza loków i postawna sylwetka.Cholera jeszcze tylko jego tu kurwa brakowało!
-Złaź z niego.-złapał Mile od tyłu i mocno przytrzymał.
-Zostaw ją!-krzyknęłam kiedy moja siostra nie mogła nic zrobić.-Słyszysz?!Pójść ją!
-Nie zdziwił mnie twój widok.-przemówił przywódca Darka.-Zayn wracaj do Holly i Liama.Poradzę sobie z nimi.
-Ale...-mój "kochanek" chciał zaprotestować jednak Harry mu przerwał.
-Powiedziałem do samochodu!
Zayn obrzucił mnie spojrzeniem i zwrócił się do Mili
-To jeszcze nie koniec kurwa.
Odszedł cały dygocząc ze złości i zniknął mi w tłumie a ja zaczęłam tęsknić za nim i za jego perfekcyjnym wyglądem.
-Mogę cię już puścić czy jeszcze twoje hormony buzują?-powiedział Harry do mojej siostry a tak wyszarpała się z jego uścisku.
-Nigdy więcej do kurwy jasnej nie waż się mnie dotykać!Jasne?!-warknęła nadal będąc pod wpływem adrenaliny.Wiedziałam,że jeśli Harry czymś ją zdenerwuje będzie źle.
-Możemy już iść?-spytałam udając poirytowanie.-Mam prace domową i SWOJE sprawy szefie Darka.
-Jeszcze się policzymy siostrzyczki.-mruknął.
-Zauważyłam,że jesteś powszechnie szanowany w Darku.-powiedziałam pijąc poranną kawę,którą zrobił mi Zayn.Stał oparty o blat,w samych bokserkach i koszulce i robił to samo co ja.
-Dobrze zauważyłaś.U nas jest coś takiego jak szacunek.
-Nie masz pojęcia jak jest w Breakers.-warknęłam wkurzona jego uwagą.-Poza tym my byliśmy pierwsi i jesteśmy silniejsi niż wy.
-Nie masz pojęcia jakie wtyki ma Harry,skarbie.
-Jest młody i niedoświadczony.
-Skąd to niby wiesz?Nawet go nie znasz.-bronił go.
-Nie znam i nie chce poznać.Wsadził Izzy do chłodni przez co prawie zamarzła na śmierć.Mógł by być mężczyzną i dać jej kulkę w łeb.
-Nie chcieliśmy jej zabić.Chcieliśmy was jakoś ściągnąć.Ash,my nie zabijamy od tak sobie.Szanujemy ludzkie życie.
-Wybacz ale jakoś ci nie wierze.
-Nie musisz.-upił łyk kawy.Chyba nie za bardzo mu pasowała ponieważ sięgnął po cukiernice.-Kiedyś się o tym przekonasz.
Mila POV
Ashley już od kilku dni nie było w domu, martwiliśmy się o nią jak cholera. Ojciec wysyłał naszych ludzi w każde możliwe miejsce, ja byłam u każdego jej cholernego znajomego i kurwa nic!Jak ona mogła tak nagle zniknąć?Przecież zamknęłam drzwi.Fakt,może nie powinnam ale należała jej się kara.Nigdy w ten sposób do mnie nie mówiła.Zdenerwowałam się i to bardzo.Jestem jej starszą siostrą,powinna się mnie słuchać!
-Masz jakieś wieści od niej?-usłyszałam głos mojego ojca.Kiedy podniosłam wzrok stał oparty o framugę drzwi swojego gabinetu.Wiedziałam,że nie był zadowolony z tego,że siedzę na jego fotelu i przeglądam papiery.
-Żadnych.-odłożyłam teczkę z wykresami sprzedaży z ostatniego kwartału i zajrzałam do drugiej w,której było przedstawione nasze konto bankowe.Nie było źle...Zaraz za dziewiątką znajdowało się jeszcze parę liczb i zera.Głodować na pewno nie będziemy.
Ojciec podszedł do mnie i pochylił się by zobaczyć co robię.
-Zostaw to.Izzy się tym zajmie.-powiedział.
-Na razie daj jej wolne.Dużo przeszła i należy jej się odpoczynek,nie sądzisz?
Usłyszałam jak ojciec zaciska dłonie na fotelu mocnej.
-Czy ty podważasz moje zdanie?
-Nie,nie podważam.Uważam jednak,że powinna odpocząć.-spojrzałam na ojca.-Przepracujesz ją.Już i tak jestem pewna podziwu,że nie zrezygnowała i nadal jest ci wierna.Powinieneś to docenić.
Na jego twarzy było widać zmęczenie pomieszane z troską i złością.Martwił się o Ashley i zapewne nie przespał ani minuty,musiał pilnować spraw Breakers i jeszcze myśleć o Darku.Zrobiło mi się go żal.
-Tato.-wstałam i wzięłam jego twarz w dłonie.-Kiepsko wyglądasz.Idź odpocznij.
-Mila mam prace.Dużo pracy.-westchnął ciężko.
-Zajmę się tym.Tylko proszę,odpocznij.
Ojciec przybliżył swoje usta do mojego czoła by zostawić na nim długi pocałunek.W tamtym momencie znowu poczułam się jak bym znów miała 12 lat.Brakowało jeszcze zapachu ciasta oraz śmiechów Ashley i mamy,którego tak dawno nie słyszałam i za którym tak bardzo tęskniłam.
-Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.-powiedział odsuwając się.
-Musiał byś sobie radzić z tym wszystkim sam.-uśmiechnęłam się.
Po tym jak ojciec opuścił pomieszczenie postanowiłam zadzwonić do Kaspara.
Pierwszy sygnał.
Drugi sygnał.
Trzeci...
-Halo?-usłyszałam jego zasapany głos.
-Odbieraj szybciej ten cholerny telefon!Jesteś w Breakers!Tu odbiera się od razu!
-Dobrze..-jęknął zmieszany a ja już wiedziałam,że powstrzymuje się od podniesienia na mnie głosu.-Przepraszam...Coś się stało?
-Powiedz wszystkim,żeby ze wszystkim dzwonili do mnie a nie do ojca.Jeśli zadzwonią mogą liczyć na kulkę w łeb.-rozłączyłam się i spojrzałam na wyświetlacz swojego iPhona.Po chwili dostałam powiadomienie,że Ashley do mnie dzwoniła!Jak najszybciej wybrałam jej numer i niecierpliwie czekałam aż odbierze.
-Mila.
-Gdzie ty do cholery jesteś?!-krzyknęłam nie panując nad swoją złością ale i ulgą.-Nic ci nie jest?!Boże...Nigdzie cię nie było...Myślałam,że Ci z Darka Cię porwali i...
-Mila spokojnie,proszę.Nic mi nie jest a oni...nic mi nie zrobili.-powiedziała szybko.-Spotkamy się za godzinę w centrum handlowym?Pójdziemy na zakupy i pogadamy...Jak kiedyś...
-Mam prace...Bardzo bym chciała ale...
-Mila.Prosze.Nie bądź jak nasz ojciec.-w jej głosie usłyszałam nutkę goryczy.
Zastanowiłam się przez chwile i stwierdziłam,że byłam jej to winna.Po tym co powiedziałam,powinnam spędzić czas w normalności z moją siostrą.
-Okey.Za godzinę w centrum.
-Super!-ucieszyła się.-Do zobaczenia.
Połączenie zostało przerwane a ja wstałam by przyszykować się do wyjścia.
Ashley POV
Z Milą byłyśmy już dobre dwie godziny w jednym sklepie przymierzając świetne ciuchy.Jak zwykle moja siostra przymierzała leginsy,duże bluzki i bluzy.Czasami pojękiwałam jednak po jakimś czasie zupełnie przestało mnie to razić.
-Co myślisz o tej sukience?-spytałam pokazując jej tą <KLIK>
-Masz takich z tysiąc i chcesz jeszcze kolejną?
-Posłuchaj.-zaczęłam poważnym tonem.-Żadna sukienka nie jest taka sama.To jaką założysz pokazuje twoją osobowość,nastrój...
-Okey,okey!-podniosła ręce w górę aby pokazać,że się poddaje.-Wyglądasz ślicznie.
-Przepraszam.-powiedziała młoda sprzedawczyni nieśmiało.Dobrze wiedziała kim byłyśmy i nie ukrywałam,że jej przerażenie mnie nie bawiło.-Czy-Czy panie to biorą?-wskazała na górę rzeczy na kanapie.
-Tak i zapewnię jeszcze coś wybierzemy,prawda?-Mila spojrzała na mnie z cwaniackim uśmieszkiem na co tylko kiwnęłam głową i wróciłam do przymierzalni by zaciągnąć z siebie sukienkę.
Po kolejnej godzinie wyszłyśmy ze sklepu obładowane torbami.
-Trzeba było wziąć Matta albo innego faceta albo najlepiej dwóch.-jęknęłam.
-Od razu sześciu plus szofera.-dodała moja siostra i wyciągnęła telefon.
-Nie zapomnij o limuzynie.-upomniałam ją na co szeroko się uśmiechnęła i zaczęła z kimś rozmawiać.Usłyszałam tylko,że kazała komuś przyjechać i wziąć od nas zakupy.Tym kimś zapewne miał być mój chłopak jednak skrzywiłam się na myśl,że mam go zobaczyć.
-Matt przyjedzie?-spytałam idąc w stronę tłumu ludzi,którzy kiedy nas zobaczyli od razu robili przejście.
-Nie.Ma zadanie do wykonania i jest chwilowo zajęty.Idziemy coś zjeść?Umieram z głodu.
-Tylko nie do tych knajpek gdzie wszystko ocieka tłuszczem a mnie na sam widok tego chce się rzygać.
-W porządku.-uśmiechnęła się moja siostra przyjaźnie a ja aż zdziwiłam się z jej uprzejmości,która dzisiaj sięgała ponad normę.
Nieoczekiwanie zobaczyłam wysokiego bruneta z ciemną karnacją.Ubrany był w czarne spodnie,białą koszulkę z nadrukiem oraz skórzaną kurtkę.Kiedy on również mnie zauważył i zaczął iść w moją stronę miałam ochotę strzelić sobie w łeb.Po chwili Mila również go zauważyła a ja już wiedziałam złość wypisaną na jej twarzy.Chciałam dać znak Zaynowi żeby do mnie nie podchodził ale nie miałam jak.
-Hej śliczna.-powiedział z uśmiechem nie zwracając uwagi na moją towarzyszkę.
-Śliczną mogę ci dać ale kuku na twarzy.-warknęła Mila i stanęła przede mną jak by chowając mnie przed Zaynem.
-Znowu ty.Myślałem,że zajmujesz się ojcem i resztą tej twojej bandy nienormalnych.-zakpił chłopak z cwaniackim uśmiechem na twarzy.
-O nie Zayn przestań...Proszę.-myślałam chcąc coś zrobić jednak nie mogłam.Nie mogłam powiedzieć Mili,że się z nim przespałam.Nie teraz...
Moja siostra zamachnęła się a po chwili jej pięść spotkała się z uroczą twarzą Zayna,która odskoczyła mu w bok.Z szoku aż cicho krzyknęłam.
-Uderzyłaś mnie suko.-zaśmiał się Zayn wycierając ręką swoją krew,która zaczęła ciec z nosa.
Wszyscy zaczęli na nas zerkać ale szybko odwracali wzrok widząc kto z kim wszedł w konflikt.Nawet ochrona nie zareagowała bojąc się naszego ojca.
-Jak mnie nazwałeś?!-warknęła Mila wyprowadzona z równowagi.Rzuciła wszystkie zakupy na podłogę i wymierzyła kolejny cios w twarz Zayna.Ten jednak spodziewając się tego zablokował jej nadgarstki i wykręcił tak,że Mila cicho syknęła.Lata walki i umiejętności nauczyły ją absolutnie wszystkiego więc nie trudno było jej opanować sytuacje.Po chwili zjawiło się dwóch chłopaków i jednym z nich był Kaspar.Chłopak podszedł do mnie by zobaczyć czy wszystko ze mną w porządku kiedy jego kolega próbował odciągnąć Mile od Zayna.
Nagle ni stąd ni zowąd pojawiła się brązowa burza loków i postawna sylwetka.Cholera jeszcze tylko jego tu kurwa brakowało!
-Złaź z niego.-złapał Mile od tyłu i mocno przytrzymał.
-Zostaw ją!-krzyknęłam kiedy moja siostra nie mogła nic zrobić.-Słyszysz?!Pójść ją!
-Nie zdziwił mnie twój widok.-przemówił przywódca Darka.-Zayn wracaj do Holly i Liama.Poradzę sobie z nimi.
-Ale...-mój "kochanek" chciał zaprotestować jednak Harry mu przerwał.
-Powiedziałem do samochodu!
Zayn obrzucił mnie spojrzeniem i zwrócił się do Mili
-To jeszcze nie koniec kurwa.
Odszedł cały dygocząc ze złości i zniknął mi w tłumie a ja zaczęłam tęsknić za nim i za jego perfekcyjnym wyglądem.
-Mogę cię już puścić czy jeszcze twoje hormony buzują?-powiedział Harry do mojej siostry a tak wyszarpała się z jego uścisku.
-Nigdy więcej do kurwy jasnej nie waż się mnie dotykać!Jasne?!-warknęła nadal będąc pod wpływem adrenaliny.Wiedziałam,że jeśli Harry czymś ją zdenerwuje będzie źle.
-Możemy już iść?-spytałam udając poirytowanie.-Mam prace domową i SWOJE sprawy szefie Darka.
-Jeszcze się policzymy siostrzyczki.-mruknął.
czwartek, 28 sierpnia 2014
Chapter 4
Mila POV
Ojciec zaczął mi działaś na nerwy w ostatnim czasie.Ashley nie było od rana w domu jednak nie przejmowałam się tym.Pewnie gdzieś wyszła z Mattem.Cały dzień byłam sama w domu także spędziłam go,oglądając bezsensowne filmy tylko po to żeby zabić czas.Wczoraj myślałam,że przez cały dzień będę poza miastem jednak klient wycofał się w ostatniej chwili.
Nudziło mi się więc przez cały czas oglądałam jakieś bezsensowne seriale.Dopiero około godziny pierwszej postanowiłam zrobić coś pożytecznego.
Moje Audi trzeba było trochę dopieścić.Zwykle robiłam to z tatą ale po wczorajszej rozmowie nie miałam zamiaru prosić go o nic.
Wyszedł gdzieś zanim wszyscy się obudzili.Nie wiedziałam kiedy wróci i szczerze mnie to nie obchodziło.Czasami miałam go już serdecznie dość.Wkurzał mnie.
Nieoczekiwanie usłyszałam pukanie do drzwi.Zwlokłam się z kanapy i wzięłam broń ze stolika na wszelki wypadek.Nie spodziewałam się dzisiaj nikogo a biorąc pod uwagę Darka i tego co się działo wolałam być ostrożna.
Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam.
-Matt?-spytałam zaskoczona i otworzyłam szerzej drzwi.-Gdzie Ashley?
-Nie jest w domu?
-Co?Nie!Myślałam,że jest z tobą!
-Miałem podjechać pod Starbucks przed szkołą by ją odwieźć.Nie było jej tam więc postanowiłem pojechać pod jej szkołę.Tam też jej nie było.-wytłumaczył.
-Ja pierdole.-szybko pobiegłam po schodach prosto do jej pokoju. Lecz Ashley tam nie było. W takim razie gdzie była?
Nudziło mi się więc przez cały czas oglądałam jakieś bezsensowne seriale.Dopiero około godziny pierwszej postanowiłam zrobić coś pożytecznego.
Moje Audi trzeba było trochę dopieścić.Zwykle robiłam to z tatą ale po wczorajszej rozmowie nie miałam zamiaru prosić go o nic.
Wyszedł gdzieś zanim wszyscy się obudzili.Nie wiedziałam kiedy wróci i szczerze mnie to nie obchodziło.Czasami miałam go już serdecznie dość.Wkurzał mnie.
Nieoczekiwanie usłyszałam pukanie do drzwi.Zwlokłam się z kanapy i wzięłam broń ze stolika na wszelki wypadek.Nie spodziewałam się dzisiaj nikogo a biorąc pod uwagę Darka i tego co się działo wolałam być ostrożna.
Podeszłam do drzwi i lekko je uchyliłam.
-Matt?-spytałam zaskoczona i otworzyłam szerzej drzwi.-Gdzie Ashley?
-Nie jest w domu?
-Co?Nie!Myślałam,że jest z tobą!
-Miałem podjechać pod Starbucks przed szkołą by ją odwieźć.Nie było jej tam więc postanowiłem pojechać pod jej szkołę.Tam też jej nie było.-wytłumaczył.
-Ja pierdole.-szybko pobiegłam po schodach prosto do jej pokoju. Lecz Ashley tam nie było. W takim razie gdzie była?
Ashley POV
Obudziłam się w ciemnym pokoju, zastanawiałam się która mogła być godzina, przewróciłam się na drugi bok i ujrzałam obok siebie przystojnego bruneta z którym spędziłam ostatnią noc. Zayn już nie spał i patrzył mi prosto w oczy.
-Nie wiedziałem, że Reedowie są aż tacy dobrzy w łóżku. -mruknął z zadowoleniem w głosie.
Mruknęłam coś co miało brzmieć jak "Wal się" ale z moich ust wydobył się żałosny dźwięk.
-Kochanie wiem,że miałaś bardzo intensywny orgazm ale nie słyszałem,żeby jakaś od tego straciła głos.
-Dobrze by był jak bym go miała.-przerzuciłam się na drugi bok a po chwili poczułam usta Malika na swojej szyi.Były takie ciepłe,że po chwili całe moje ciało przeszył przyjemny dreszcz.
-Daj mi pięć minut a udowodnię co to znaczy seks z członkiem Darka.
-W pięć minut to ci nawet stanąć nie zdąży.-fuknęłam.
-Przy twoim ciele staje mi od razu.
Gdy tylko to powiedział przerzucił mnie na plecy.Patrzyłam na jego idealnie czekoladowe oczy i przepiękny uśmiech,który zagościł na jego twarzy.Jego usta szybko odnalazły moje.Przejechał językiem po mojej dolnej wardze i nawet jeśli tego nie chciałam,automatycznie je rozchyliłam.Zayn szybko to wykorzystał.
Jego dłonie powędrowały w dół mojego nagiego ciała,rozpalonego z pożądania.Wtopiłam swoją dłoń w jego włosy na co szepnął mi do ucha.
-Nie psuj mi fryzury,kochanie.
-Nie pierdol bo nici z seksu.-przerzuciłam go na plecy i tym razem ja byłam na górze.
-Hmmm...pasuje mi ta pozycja.-zaczął mnie całować.
Nie wiadomo kiedy znów był we mnie.Było to o wiele lepsze niż seks z Mattem.Zayn był taki...męski.Był stanowczy ale i delikatny.
-Cholera...jesteś taki...-zaczęłam ale nie mogłam skończyć.Byłam zbyt przejęta rosnącym w podbrzuszu uczuciem.
-Wiem,że jestem cudowny.Nie musisz mi tego mówić ale dziękuje.
Mila POV
Nie dzwoniła ani do mnie, ani do ojca, ani do Matta. Dzwoniłam do tej Mariny nawet. I chuj. Żadnych wieści. Przepadła. Siedziałam z Mattem w naszym wspólnym salonie i cholernie martwiłam się o Ashley. Nigdy nie znikała bez słowa, zawsze pytała czy może gdzieś wejść. Jeszcze Ci z Darka. Do jasnej cholery! Gdzie ona do kurwy nędzy była?! Po jakimś czasie usłyszeliśmy szczęk klucza w zamku. Zerwałam się na równe nogi tak samo jak Matt. W salonie pojawiła się moja uśmiechnięta młodsza siostra i przeszła obok nas, jakby nigdy nic. Matt natychmiast podbiegł do niej i przytulił ją mocno do siebie.
- Kochanie, gdzie Ty byłaś? Nic się nie stało? - Pytał przejęty, oglądając dokładnie całe jej ciało. Lecz nagle zamarł.- Możesz mi kurwa wyjaśnić tą malinkę na Twojej szyi?!
- Ty mi ją zrobiłeś? - Zakpiła.
- I dlatego do chuja pana pachniesz męskimi perfumami?!
- Tak! - Wrzasnęła i wybiegła, nie poznawałam jej. Co jej się stało?
Ashley POV
Leżałam na łóżku, świeżo po kąpieli w samej bieliźnie i wspominałam poprzednią noc z Zaynem. Był cudowny. Lepszy niż którykolwiek z moich chłopaków. Lepszy niż Matt. Ale przecież nie mogłam podejść do niego i rzucić go. Pytałby o powód, i co bym mu powiedziała? 'Wiesz, przespałam się z Zaynem z Darka, z gangu który jest największym wrogiem gangu mojego ojca.' No nie dosyć, że wyjdę na dziwkę, to jeszcze ojciec do końca mnie znienawidzi. No więc co ja w tej sytuacji powinnam zrobić? Zostać z Mattem? Miałam z nim naprawdę wiele wspaniałych wspomnień. Był dla mnie oparciem przez tyle lat. Co się nie stało zawsze mogłam przyjść do niego i wiedziałam, że mnie wesprze, że mogę na niego liczyć, a Zayn? Był tajemniczy, nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać, i to chyba najbardziej mnie w nim podniecało.
- Kochanie, gdzie Ty byłaś? Nic się nie stało? - Pytał przejęty, oglądając dokładnie całe jej ciało. Lecz nagle zamarł.- Możesz mi kurwa wyjaśnić tą malinkę na Twojej szyi?!
- Ty mi ją zrobiłeś? - Zakpiła.
- I dlatego do chuja pana pachniesz męskimi perfumami?!
- Tak! - Wrzasnęła i wybiegła, nie poznawałam jej. Co jej się stało?
Ashley POV
Leżałam na łóżku, świeżo po kąpieli w samej bieliźnie i wspominałam poprzednią noc z Zaynem. Był cudowny. Lepszy niż którykolwiek z moich chłopaków. Lepszy niż Matt. Ale przecież nie mogłam podejść do niego i rzucić go. Pytałby o powód, i co bym mu powiedziała? 'Wiesz, przespałam się z Zaynem z Darka, z gangu który jest największym wrogiem gangu mojego ojca.' No nie dosyć, że wyjdę na dziwkę, to jeszcze ojciec do końca mnie znienawidzi. No więc co ja w tej sytuacji powinnam zrobić? Zostać z Mattem? Miałam z nim naprawdę wiele wspaniałych wspomnień. Był dla mnie oparciem przez tyle lat. Co się nie stało zawsze mogłam przyjść do niego i wiedziałam, że mnie wesprze, że mogę na niego liczyć, a Zayn? Był tajemniczy, nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać, i to chyba najbardziej mnie w nim podniecało.
Cholera no nie mogę na razie nic zrobić.Z Zaynem to była zapewne jedna noc.Nic więcej.Tylko seks.
Kiedy tak rozmyślałam o swoim problemie gdy do pokoju weszła Mila.Była ubrana w <KLIK>.
-Nikt nie nauczył cię pukać?-warknęłam wkurzona,biorąc telefon do ręki.
-O co ci chodzi?-oburzyła się.-Gdzie byłaś przez całą noc?Martwiłam się i...
-Ojciec pewnie też.Założę się,że nawet nie ruszył dupy by mnie znaleźć.
Pamiętałam tą rozmowę przez którą wybiegłam.Co nasz ojciec ukrywał?Czego nam nie mówił?!
-Nie mów tak.Jesteś jego ukochaną córeczką.Zawsze się o ciebie martwi.
-Szczególnie w łóżku z nowymi panienkami,tak jak ty tyle,że z facetami.-popatrzyłam na nią.Bez słowa podeszła i po chwili poczułam jak głowa odskakuje mi w bok a policzek zaczyna piec.
-Uderzyłaś mnie!-krzyknęłam wycierając krew z kącika ust.
-Nigdy więcej nie mów tak do mnie.-zacisnęła usta w cienką linie.
-Bo co?Bo jesteś starsza? Nie daje Ci to prawa do niczego. Tylko do szybszej śmierci. Idź, donieś ojcu! Może kurwa wreszcie przestanę żyć w tej chorej rodzinie! Może nawet mnie kurwa zabić! Wole być z mamą gdzieś tam niż z Wami tutaj! A teraz wypierdalaj z mojego pokoju!
- Co Ci się stało? Jak możesz mówić takie rzeczy. Wiem, że Ci jej brakuje, ale mamy wszystko. Tylko nie mamę.
- Nic nie wiesz. Nic Mila kurwa nie wiesz. Liczy się dla Ciebie tylko seks, kasa ojca, wyścigi i ten zasrany kurwa gang!
- Przez ten kurwa gang masz co jeść, zawsze miałaś to czego chciałaś. Miałaś ciuchy na które nikogo nie było stać! Miałaś wszystko kiedy inni nie mieli nic! Powinnaś srać ze szczęścia.
- Wolałabym nie mieć nic, żyć w nędzy i mieć normalnego ojca! A nie takiego który sprowadza sobie dupy! Każdej nocy inną! Takiego ojca przez którego pracę moja mama by nie zginęła!
- Co ty mówisz? Jak możesz obwiniać o to ojca? Przecież on niczym nie zawinił. Kochał ją.
- Tak jak Ty kurwa kochasz Stylesa. Słyszałam o czym rozmawiał z jakimś gościem. Groził że skończy jak mama, jeśli tamten się nie zamknie!
- To pewnie nie chodziło o to, pewnie Ci się przesłyszało.
- Lekarz się chyba przesłyszał, kiedy mówił, że masz być dziewczynką nie chłopcem i jesteś tym czym jesteś.
-Zamknij swojego wytapetowanego ryja bo niedługo to ta sztuczność na mózg ci przejdzie.
- Wolę się tapetować niż posuwać byle kolesi w barze tylko po to, żeby ojciec mnie bardziej podziwiał.
- Ciebie nikt nie chce posuwać. Tylko Matt.
- Oj zdziwiłabyś się. Zresztą, on posuwa mnie bo mnie kocha, a oni ze strachu przed ojcem. Bo żaden nie chciałby umówić się z dziewczyną która urządza konkursy na bekanie a jedyna bielizna jaką nosi to męskie bokserki i sportowe staniki.
- Ja przynajmniej mam cycki, nie to co Ty.
- Hahahaha, implanty chyba.
- Wole implanty niż bycie płaską.
- A ja bycie płaską niż płacenie kasy za to żeby ktoś chciał mnie wyruchać.
Usłyszałyśmy trzask otwieranych drzwi i ujrzałyśmy ojca stojącego w moim pokoju.
- Możecie mi powiedzieć, co tu się dzieje?-zapytał niezadowolony.
-Mila weszła do mojego pokoju bez pukania i robi mi jakąś awanturę za to,że mówię co czuje!-krzyknęłam.-Powiedz jej "tatusiu" z kim wczoraj rozmawiałeś o mamie?-widziałam,że na twarzy lekko pobladł.-No powiedz!-wrzasnęłam.
-Nie krzycz na ojca,Ashley!-broniła go moja siostra.
-Spokój.-warknął Christian.-Mila,tu masz adres.-podał jej karteczkę.-Jedz tam i upomnij się o moje pieniądze.Siłą.A ty Ashley...Masz szlaban za to,że wyszłaś bez pozwolenia i nie wróciłaś na noc.
-Ale to niesprawiedliwe!Kochasz tylko ją!-wskazałam zdenerwowana na Mile.-Zawsze była tylko ona.Tylko ona się dla ciebie liczy!Mnie traktujesz jak pięcioletnie dziecko.Mam tego dość!Mam tego kurwa dość!
-Masz szlaban na dwa tygodnie.Zero wychodzenia z domu.Zrozumiano?Na razie siedź w pokoju.-wyszedł trzaskając drzwiami. To samo uczyniła Mila. A ja nie wiedząc co mogę zrobić wybrałam numer Zayna. Po kilku sygnałach odebrał.
- Hej, co się stało?
- Mam sprawę, mogłabym zostać u Ciebie kilka dni? Wiesz, wynagrodzę Ci to.- Powiedziałam seksownie.
- Zaraz po Ciebie przyjadę. Będę czekał pod bramą.
- Dzięki.- Rzuciłam i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki. Następnie zabrałam dużą część pieniędzy, które miałam w pokoju. W końcu mogły się przydać. Podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę jednak nie ustąpiły. Ta cholerna suka zamknęła je od zewnątrz. Jedyną drogą ucieczki było okno. Podeszłam do niego i zrzuciłam torbę nike z pierwszego piętra, sama przeszłam przez nie i upadłam na ziemię. Zabolało. Kurwa. Wstałam, otrzepałam się z trawy podniosłam torbę i podeszłam do furtki. Otworzyłam ją i wyszłam poza naszą posiadłość, przeszłam kilkanaście domów wzdłuż i od razu zobaczyłam czarne volvo i opartego o nie przystojnego bruneta. Podeszłam do niego i dałam mu buziaka w policzek, na przywitanie, lecz jemu to nie wystarczyło, odszukał moje usta swoimi i mocno do mnie przywarł, po chwili go odepchnęłam i zaczęłam iść w kierunku bagażnika.
- Ubrudziłaś sobie ten Twój zajebisty tyłeczek.
- I nieźle obiłam. Już wiesz, kto będzie go masował.- Otworzył bagażnik i wziął ode mnie torbę. Wrzucił ją do środka i walnął klapą.
-Mogę go wymasować nawet tutaj.
-Zayn nie tutaj.-odepchnęłam od siebie i wsiadłam na fotel pasażera.Czułam jak chłopak patrzy się na mnie a raczej na moją dupę.
Ruszyliśmy z piskiem opon w stronę centrum Londynu.
-No to czemu zwiewasz ze swojego jakże idealnego domku?-zakpił.Popatrzyłam się na niego morderczym wzrokiem.
-Lepiej trzymaj ten twój cięty języczek za zębami bo jeszcze w nocy ci się przyda.A może lepiej żeby przydał się teraz.
-Chcesz minete w samochodzie?-zaśmiał się.-Też się za tobą stęskniłem słonko.
- Może nie w tej chwili bo aktualnie jedziemy dosyć często uczęszczaną drogą, ale jak nikogo nie będzie. Kto wie.- Uśmiechnęłam się ponętnie i spojrzałam w okno słodko się uśmiechając, a Zayn niewiele myśląc zawrócił samochód i skręcił w jedną z ulic której nigdy w życiu na oczy nie widziałam, a dosyć dobrze znałam Londyn.
-Serio?-zaśmiałam się.
-Skoro jesteś tak napalona...Czemu nie.Lubie trzymać głowę pomiędzy twoimi nogami.
-Jesteś zboczony.
-Wiem,skarbie.
Kiedy tak rozmyślałam o swoim problemie gdy do pokoju weszła Mila.Była ubrana w <KLIK>.
-Nikt nie nauczył cię pukać?-warknęłam wkurzona,biorąc telefon do ręki.
-O co ci chodzi?-oburzyła się.-Gdzie byłaś przez całą noc?Martwiłam się i...
-Ojciec pewnie też.Założę się,że nawet nie ruszył dupy by mnie znaleźć.
Pamiętałam tą rozmowę przez którą wybiegłam.Co nasz ojciec ukrywał?Czego nam nie mówił?!
-Nie mów tak.Jesteś jego ukochaną córeczką.Zawsze się o ciebie martwi.
-Szczególnie w łóżku z nowymi panienkami,tak jak ty tyle,że z facetami.-popatrzyłam na nią.Bez słowa podeszła i po chwili poczułam jak głowa odskakuje mi w bok a policzek zaczyna piec.
-Uderzyłaś mnie!-krzyknęłam wycierając krew z kącika ust.
-Nigdy więcej nie mów tak do mnie.-zacisnęła usta w cienką linie.
-Bo co?Bo jesteś starsza? Nie daje Ci to prawa do niczego. Tylko do szybszej śmierci. Idź, donieś ojcu! Może kurwa wreszcie przestanę żyć w tej chorej rodzinie! Może nawet mnie kurwa zabić! Wole być z mamą gdzieś tam niż z Wami tutaj! A teraz wypierdalaj z mojego pokoju!
- Co Ci się stało? Jak możesz mówić takie rzeczy. Wiem, że Ci jej brakuje, ale mamy wszystko. Tylko nie mamę.
- Nic nie wiesz. Nic Mila kurwa nie wiesz. Liczy się dla Ciebie tylko seks, kasa ojca, wyścigi i ten zasrany kurwa gang!
- Przez ten kurwa gang masz co jeść, zawsze miałaś to czego chciałaś. Miałaś ciuchy na które nikogo nie było stać! Miałaś wszystko kiedy inni nie mieli nic! Powinnaś srać ze szczęścia.
- Wolałabym nie mieć nic, żyć w nędzy i mieć normalnego ojca! A nie takiego który sprowadza sobie dupy! Każdej nocy inną! Takiego ojca przez którego pracę moja mama by nie zginęła!
- Co ty mówisz? Jak możesz obwiniać o to ojca? Przecież on niczym nie zawinił. Kochał ją.
- Tak jak Ty kurwa kochasz Stylesa. Słyszałam o czym rozmawiał z jakimś gościem. Groził że skończy jak mama, jeśli tamten się nie zamknie!
- To pewnie nie chodziło o to, pewnie Ci się przesłyszało.
- Lekarz się chyba przesłyszał, kiedy mówił, że masz być dziewczynką nie chłopcem i jesteś tym czym jesteś.
-Zamknij swojego wytapetowanego ryja bo niedługo to ta sztuczność na mózg ci przejdzie.
- Wolę się tapetować niż posuwać byle kolesi w barze tylko po to, żeby ojciec mnie bardziej podziwiał.
- Ciebie nikt nie chce posuwać. Tylko Matt.
- Oj zdziwiłabyś się. Zresztą, on posuwa mnie bo mnie kocha, a oni ze strachu przed ojcem. Bo żaden nie chciałby umówić się z dziewczyną która urządza konkursy na bekanie a jedyna bielizna jaką nosi to męskie bokserki i sportowe staniki.
- Ja przynajmniej mam cycki, nie to co Ty.
- Hahahaha, implanty chyba.
- Wole implanty niż bycie płaską.
- A ja bycie płaską niż płacenie kasy za to żeby ktoś chciał mnie wyruchać.
Usłyszałyśmy trzask otwieranych drzwi i ujrzałyśmy ojca stojącego w moim pokoju.
- Możecie mi powiedzieć, co tu się dzieje?-zapytał niezadowolony.
-Mila weszła do mojego pokoju bez pukania i robi mi jakąś awanturę za to,że mówię co czuje!-krzyknęłam.-Powiedz jej "tatusiu" z kim wczoraj rozmawiałeś o mamie?-widziałam,że na twarzy lekko pobladł.-No powiedz!-wrzasnęłam.
-Nie krzycz na ojca,Ashley!-broniła go moja siostra.
-Spokój.-warknął Christian.-Mila,tu masz adres.-podał jej karteczkę.-Jedz tam i upomnij się o moje pieniądze.Siłą.A ty Ashley...Masz szlaban za to,że wyszłaś bez pozwolenia i nie wróciłaś na noc.
-Ale to niesprawiedliwe!Kochasz tylko ją!-wskazałam zdenerwowana na Mile.-Zawsze była tylko ona.Tylko ona się dla ciebie liczy!Mnie traktujesz jak pięcioletnie dziecko.Mam tego dość!Mam tego kurwa dość!
-Masz szlaban na dwa tygodnie.Zero wychodzenia z domu.Zrozumiano?Na razie siedź w pokoju.-wyszedł trzaskając drzwiami. To samo uczyniła Mila. A ja nie wiedząc co mogę zrobić wybrałam numer Zayna. Po kilku sygnałach odebrał.
- Hej, co się stało?
- Mam sprawę, mogłabym zostać u Ciebie kilka dni? Wiesz, wynagrodzę Ci to.- Powiedziałam seksownie.
- Zaraz po Ciebie przyjadę. Będę czekał pod bramą.
- Dzięki.- Rzuciłam i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki. Następnie zabrałam dużą część pieniędzy, które miałam w pokoju. W końcu mogły się przydać. Podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę jednak nie ustąpiły. Ta cholerna suka zamknęła je od zewnątrz. Jedyną drogą ucieczki było okno. Podeszłam do niego i zrzuciłam torbę nike z pierwszego piętra, sama przeszłam przez nie i upadłam na ziemię. Zabolało. Kurwa. Wstałam, otrzepałam się z trawy podniosłam torbę i podeszłam do furtki. Otworzyłam ją i wyszłam poza naszą posiadłość, przeszłam kilkanaście domów wzdłuż i od razu zobaczyłam czarne volvo i opartego o nie przystojnego bruneta. Podeszłam do niego i dałam mu buziaka w policzek, na przywitanie, lecz jemu to nie wystarczyło, odszukał moje usta swoimi i mocno do mnie przywarł, po chwili go odepchnęłam i zaczęłam iść w kierunku bagażnika.
- Ubrudziłaś sobie ten Twój zajebisty tyłeczek.
- I nieźle obiłam. Już wiesz, kto będzie go masował.- Otworzył bagażnik i wziął ode mnie torbę. Wrzucił ją do środka i walnął klapą.
-Mogę go wymasować nawet tutaj.
-Zayn nie tutaj.-odepchnęłam od siebie i wsiadłam na fotel pasażera.Czułam jak chłopak patrzy się na mnie a raczej na moją dupę.
Ruszyliśmy z piskiem opon w stronę centrum Londynu.
-No to czemu zwiewasz ze swojego jakże idealnego domku?-zakpił.Popatrzyłam się na niego morderczym wzrokiem.
-Lepiej trzymaj ten twój cięty języczek za zębami bo jeszcze w nocy ci się przyda.A może lepiej żeby przydał się teraz.
-Chcesz minete w samochodzie?-zaśmiał się.-Też się za tobą stęskniłem słonko.
- Może nie w tej chwili bo aktualnie jedziemy dosyć często uczęszczaną drogą, ale jak nikogo nie będzie. Kto wie.- Uśmiechnęłam się ponętnie i spojrzałam w okno słodko się uśmiechając, a Zayn niewiele myśląc zawrócił samochód i skręcił w jedną z ulic której nigdy w życiu na oczy nie widziałam, a dosyć dobrze znałam Londyn.
-Serio?-zaśmiałam się.
-Skoro jesteś tak napalona...Czemu nie.Lubie trzymać głowę pomiędzy twoimi nogami.
-Jesteś zboczony.
-Wiem,skarbie.
piątek, 4 lipca 2014
Chapter 3
Mila POV
-Gadaj gdzie ona jest!-krzyknęłam nabuzowana.Podeszła bym do niego i wpierdoliła jeszcze raz gdyby nie to,że obok niego wyrośli dwaj szerocy ochroniarze.
-Czego chcesz?-warknął mój ojciec stając obok mnie.
-Zrezygnuj z interesu.Wycofaj się.
-Nie ma mowy.-syknął.Wiedziałam,że prędzej by zginął niż oddał dobytek swojego życia.
-Właśnie sprała cię dziewczyna a ty chcesz prowadzić interes w Londynie?Hahaha.Idiota-zaczęłam się śmiać.
Chłopak popatrzył się na mnie morderczym wzrokiem nie mając zamiaru śmiać się ze mną.No cóż.Dostał ode mnie w jaja.
-Zaczynasz mi działać na nerwy bardziej niż wszyscy tutaj.-powiedział zaciskając zęby.-Być może twoją winą będzie śmierć twojej siostrzyczki.
-Jak śmiesz!-podeszłam do niego i nim jego dwaj "koledzy" się obudzili,dałam Harremu w twarz.-Zrób jej coś tylko a pożałujesz!
Poczułam jak dwaj "giganci" łapią mnie za ramiona próbując złapać.
Niedoczekanie...
Ashley Pov
Jakimś cudem w tym zamieszaniu weszłam do środka na zaplecze by znaleźć Izzy.Miałam tylko nadzieje,że Mila ,tata i Matt nadal żyją.Na pewno dziewczyno.
Przeszłam niezauważona do magazynu.Pociągnęłam za pierwsze drzwi.Nie znalazłam tam nikogo ani niczego.No może oprócz kartonów z alkoholem.Poszłam dalej przez korytarz.Na metalowych drzwiach było napisane "Chłodnia".Po cholerę w barze chłodnia?!
Pchnęłam ciężkie drzwi a na moich ramionach od razu pojawiła się gęsia skórka.Pod ścianą siedziała skulona brunetka cała sina.
-Izzy.-mruknęłam dotykając jej lodowatego policzka.
-Ashley...-jęknęła swoimi fioletowymi ustami.
-Choć,zabiorę Cię stąd.-pomogłam jej wstać i wyprowadziłam ją z chłodni.
Mruczała coś pod nosem ale była bliska utraty przytomności.Wyprowadziłam ją na zewnątrz wyjściem ewakuacyjnym i wsadziłam do samochodu.Okryłam kurtką Matta i powiedziałam.
-Zaraz wrócę Izzy.Pójdę po ojca i resztę.Nie odlatuj.
Zamknęłam samochód i popędziłam na podwórko.Nie wiedziałam jeszcze czegoś takiego. Wszędzie leżeli ludzie, na wielkich plamach krwi. Jak mniemam była ich. Mój ojciec stał i bił mojego chłopaka, a Mila szła w kierunku Stylesa krzycząc. Chciałam jej powiedzieć żeby się odwróciła, ale usłyszałam.
- Bądź cicho. Chyba nie chcesz żeby Twoja siostra dołączyła do trupów na dole.
- Chuja możesz mi zrobić.- Powiedziałam uderzając chłopaka łokciem, w miejsce gdzie kończą się żebra. Upadł na kolana, a ja uderzyłam go w jego czułe miejsce. Upadł, a ja wyciągnęłam mu z pistolet zza paska spodni.
- Też jestem z Reedów.- Rzuciłam i podeszłam do ojca, który wyżywał się na Macie.
- Zostaw go tato!- Krzyknęłam patrząc jak mój chłopak ledwo się rusza.- Rzucił Matta na ziemie i podbiegł do mnie.
- Nic Ci nie jest?
- Wszystko w porządku. Znalazłam Izzy. - Zobaczyłam biegnącą do nas Mile i celującego do niej faceta, który stał obok nas. Nie myśląc długo, strzeliłam do niego z pistoletu który zabrałam poprzedniemu. Upadł z głośnym krzykiem. Nie zauważyłam miejsca w które trafiłam, dopóki Mila nie zaczęła się śmiać.
- Ty to masz cela. - Rzuciła dalej się śmiejąc.
- Gdzie trafiła?- Spytał tata nadal mnie przytulając.
- W chuja.- Tata zaczął się śmiać.
- Moja dzielna córeczka.
-Gdzie Styles?-zapytałam rozglądając się po podwórku.
-A kogo to obchodzi.-wzruszyła ramionami moja siostra.-Palant.
Podeszłam do Matta,który próbował wstać.Całą jego twarz zalała krew a biała bluzka była już do wyrzucenia.
-Wszystko w porządku?-spytałam troskliwie.
-A jak myślisz?Cały krwawię.-oburzył się na co mruknęłam ciche "przepraszam".
- Jeszcze raz odezwiesz się tak do mojej córki, a dokończę to co
zacząłem.-warknął ojciec.
Jeszcze tego trzeba mi było.Kłótni mojego ojca i Matta.
Wróciliśmy do samochodów.Było nas o wiele mniej niż na początku.Zastanawiałam się ilu straciło życie ale teraz najważniejsze było to,że ludzie na których mi zależy nadal żyją.
Przyjrzałam się bliżej mojej siostrze.Z jej skroni leciała krew,tak samo jak z wargi i rozcięcia na policzku.Dodatkowo zauważyłam,że ma rozcięcie na leginsach.Ojciec natomiast miał się chyba o wiele lepiej.Miał tylko jakieś zadrapanie a plama krwi na jego kurtce wcale nie była jego.
Jechaliśmy w ciszy jednak jak zawsze chciało mi się wymiotować.
-Co z nią?-spytał ojciec przerywając cisze.
-Jeszcze chwila i zamarzła by na kość.-stwierdziłam trzymając dziewczynę,by było jej cieplej.
-Trzymał ją w lodówce?
-W chłodni.
Znów nastała minuta ciszy.
Wjechaliśmy na osiedle na którym wszyscy w domach mieli już pogaszone światła.Nawet nie chciałam patrzeć która była godzina.Parkując w garażu zauważyłam,że Matt wpadł w zły humor.
Rozumiem,że był wściekły na ojca ale dlaczego nie odzywał się do mnie?
Tata wziął Izzy na ręce i zaniósł do pokoju gościnnego.Mila poszła za nim natomiast Matt i zostaliśmy w salonie.
-Tylko nie zachlap mi kanapy.-warknął ojciec.
Przewróciłam oczami na jego wredny komentarz i wyjęłam apteczkę.Mój chłopak nad nic nie mówił.Kiedy przejechałam gazikiem by zdezynfekować ranę cicho jęknął.
-O co chodzi?-zapytałam nie mogąc wytrzymać ani minuty dłużej w tej cholernej ciszy.
-Jak mogłaś tak zniknąć?Myślałam,że coś ci się stało a później jeszcze Styles...
-Co on?
-Powiedział,że ciebie ma.Naraziłaś swoją siostrę!Skoczyła Stylesowi do gardła i myślałem,że go rozszarpie.Zabiła by go dla ciebie!
-Przepraszam dobrze!-oburzyłam się,że nie zauważył,że uratowałam Izzy.-Chciałam znaleźć...
-Mogłaś na nas poczekać.Jesteś całkowicie nieodpowiedzialna
-Gdybym została tam minute dłużej Izzy zamarzła by na śmierć!Jak możesz uważać,że jestem nieodpowiedzialna?!
Nic nie odpowiedział tylko przyssał się do mnie jak nigdy wcześniej.Nigdy nie czułam czegoś podobnego.Jego ciepłe wargi pieściły moje z taką zachłannością jak by robiły to ostatni raz.Usiadłam na niego okrakiem,dotykając przez materiał moich majtek o jego czuły punkt.Był podniecony.
Wplotłam mu palce we włosy i przyciągnęłam do siebie mocnej.Zjechał swoją ręką niżej podwijając materiał mojej sukienki.
-Nie tutaj.-jęknęłam kiedy swoje pocałunki przeniósł na szyje.-Jeszcze ktoś zobaczy.
-Na przykład ja.-usłyszałam głos ojca.
Stał na schodach z widocznym rozbawieniem na twarzy.
Zeszłam z Matta i odchrząknęłam. Powoli zaczął schodzić, podchodząc do mnie bliżej.
- Ty Ashley do pokoju, jest późno. Idź spać. A z tobą Matt mam do pogadania. Nie dosyć że narażasz moją córkę na śmierć, wrzeszczysz na nią i na koniec chcesz ją przelecieć?! Jaj nie masz?!
-Przestań na niego krzyczeć!-wkurzyłam się.-Na nic mnie nie naraził!Sama poszłam po Izzy i gdyby nie ja prawdopodobnie było by już po niej.Ale nie,oczywiście.Niech każdy widzi,że ja tylko uciekłam i wszystkich naraziłam!
Wyrzuciłam z siebie i poszłam do siebie,na schodach spotykając umytą Mile,która chciała mnie złapać jednak wyszarpnęłam jej się i trzasnęłam drzwiami.
Byłam tak wkurzona,że kopnęłam krzesło,które z hukiem upadło na podłogę.
Zdjęłam z siebie tą cholerną sukienkę i rzuciłam ją gdzieś na podłogę.Dresowe spodnie i duża bluzka były idealne do spania.Nie miałam już na nic siły.Nie wiedzieć kiedy zasnęłam.
Mila POV
-Przesadziłeś.-powiedziałam do ojca kiedy razem z Mattem siedzieliśmy u niego w gabinecie rozmawiając o nowym Stylesie.
-Harry miał racje.Jesteś za bardzo wyszczekana.-warknął mój ojciec biorąc butelkę Whiski.
-Czasami moje szczekanie wychodzi na dobre.Przynajmniej dokopałam temu...
-Nie chce tego słuchać!-ryknął.-Oboje dzisiaj zasłużyliście na kulkę w łeb.Szkoda tylko,że ty.-wskazał na mnie.-Jesteś moją córką a ty chłopakiem mojej drugiej córki.
-Czemu jesteś taki...-zaczęłam ale mi przerwał.
-Harry wypowiedział nam wojnę a wy macie to w dupie.Straciliśmy 12 naszych!
-Oni znacznie więcej.-zauważył Matt jednak mój ojciec nie miał zamiaru słuchać co mieliśmy do powiedzenia.
-Od teraz Ashley nie wychodzi z domu.Matt będziesz ją pilnował cały czas.-popatrzył na niego groźnie.-Ale żadnego pieprzenia w jej pokoju.A ty Mila.Uziemił bym cię za to co dzisiaj zrobiłaś ale,że jesteś mi potrzebna...Pomożesz mi się dowiedzieć więcej o tym całym Harrym.Chce wiedzieć o nim wszystko.Gdzie mieszka,co jada a nawet kiedy kicha,jasne?!
-Ma katar sienny.-mruknęłam bardziej do siebie niż do niego.
-Słucham?
-Ma katar sienny więc prawdopodobnie kicha właśnie teraz.-wstałam z krzesła i wyszłam z jego gabinetu marząc wyłącznie o ciepłej kąpieli i dobrym filmie.
Ashley Pov
Obudził mnie wrzask ojca dochodzący z korytarza.Na początku nie chciałam się ruszyć jednak odrzuciłam kołdrę i lekko uchyliłam drzwi.
- Zamknij wreszcie ryj! Dostałeś wystarczająco dużo pieniędzy żeby zapomnieć o tym co widziałeś z Katherine! Zapomnij wreszcie o mnie, naszych pieniądzach i odpierdol się od moich córek. Bo skończysz jak ona! - Ojciec krzyczał do telefonu czerwony ze złości. Wyszłam ostrożnie aby nie usłyszał, ale deska w podłodze głośno skrzypnęła a ja zamknęłam oczy.
- Ashley? - Spytał podchodząc.- Co tu robisz? Myślałem że śpisz.
- Obudziłeś mnie. Co się stało z mamą? - Spytałam bez ogródek ze łzami w oczach.- To przez Ciebie umarła?! Przez ten cholerny zawód?! Nienawidzę Cię! Przez Ciebie mama nie żyje!- Krzyczałam wściekła i zaczęłam biec.
- Ashley!- Krzyknął próbując mnie dogonić, ale nie udało mu się. Zatrzasnęłam drzwi zaraz przed nim i zaczęłam biec w kierunku środka dzielnicy. Chciałam się najebać, jak wszyscy w barach żeby zapomnieć. Żeby zapomnieć kim jest mój ojciec. Nagle wpadłam na jakiegoś faceta.
- No proszę. Ashley Reed. Dziękuję za pozbawienie mnie płodności.- Powiedział mężczyzna któremu zabrałam pistolet kilka godzin wcześniej.- Styles się ucieszy.
-Zostaw mnie do jasnej cholery!-krzyknęłam wyrywając się kiedy chciał mnie złapać.-Dajcie mi wszyscy święty spokój dzisiaj!
Spojrzałam na chłopaka.Miał brązowe włosy oraz oczy tego samego koloru.Miał ciemniejszą karnacje niż ja przez co wnioskowałam że ma Arabskie korzenie.
-Chyba nie powinnaś chodzić o takiej porze sama.-stwierdził z uśmiechem na twarzy.
-Jebcie się wszyscy z tymi waszymi gangami.-Wiesz co...zabierz mnie do Harrego. Niech mnie zabije. Bardzo chętnie umrę.-po tych słowach łzy ciekły mi po policzkach.Nie chciałam,żeby ten palant widział jak płacze ale nie mogłam sobie z tym poradzić.Czułam się taka bezbronna,taka słaba,jak jeszcze nigdy wcześniej.
-Ej,mała nie płacz.-powiedział lekko się do mnie przysuwając.
- Będę płakać, a Tobie chuj do tego! - Krzyknęłam. Podszedł do mnie ostrożnie jakby nie wiedząc co ma zrobić, i pogłaskał mnie po policzku, ocierając łzę.- Zostaw mnie.- Wyszeptałam patrząc w jego brązowe oczy. Były piękne, a on naprawdę przystojny. Myślałam tak o wrogu? Zaraz. Wrogu. To idealny sposób na zemstę. Podeszłam bliżej bruneta i pocałowałam go tak namiętnie jak mnie Matt niedawno. Przyssał się do mnie, nie chcąc puszczać.Przytrzymałam jego policzek kiedy wdarł się językiem do moich ust.
Nie obchodziło mnie to jak jutro spojrzę w oczy tacie.Jak zareaguje Mila.Chodziło mi tylko o zemstę.Wszystkie inne myśli odeszły na bok.
Oderwaliśmy się od siebie tylko na chwile by zaczerpnąć powietrza.
-Co ty robisz?-jęknął chłopak gdy zaczęłam rozpinać jego koszule.Jednak nie odsunął się ani na krok.
-Chcesz żebym nie płakała?-kiwnął głową.-To siedź cicho.
-Ale...-nie zdążył powiedzieć ponieważ pchnęłam go na drzewo.Skrzywił się jednak nie opierał kiedy zrzuciłam z niego kurtkę.
Byłam cholernie wkurzona!Nie będą mnie traktować jak pięcioletnie dziecko!Nigdy!
Czytasz?Zostaw komentarz,to dla nas dużo znaczy
-Gadaj gdzie ona jest!-krzyknęłam nabuzowana.Podeszła bym do niego i wpierdoliła jeszcze raz gdyby nie to,że obok niego wyrośli dwaj szerocy ochroniarze.
-Czego chcesz?-warknął mój ojciec stając obok mnie.
-Zrezygnuj z interesu.Wycofaj się.
-Nie ma mowy.-syknął.Wiedziałam,że prędzej by zginął niż oddał dobytek swojego życia.
-Właśnie sprała cię dziewczyna a ty chcesz prowadzić interes w Londynie?Hahaha.Idiota-zaczęłam się śmiać.
Chłopak popatrzył się na mnie morderczym wzrokiem nie mając zamiaru śmiać się ze mną.No cóż.Dostał ode mnie w jaja.
-Zaczynasz mi działać na nerwy bardziej niż wszyscy tutaj.-powiedział zaciskając zęby.-Być może twoją winą będzie śmierć twojej siostrzyczki.
-Jak śmiesz!-podeszłam do niego i nim jego dwaj "koledzy" się obudzili,dałam Harremu w twarz.-Zrób jej coś tylko a pożałujesz!
Poczułam jak dwaj "giganci" łapią mnie za ramiona próbując złapać.
Niedoczekanie...
Ashley Pov
Jakimś cudem w tym zamieszaniu weszłam do środka na zaplecze by znaleźć Izzy.Miałam tylko nadzieje,że Mila ,tata i Matt nadal żyją.Na pewno dziewczyno.
Przeszłam niezauważona do magazynu.Pociągnęłam za pierwsze drzwi.Nie znalazłam tam nikogo ani niczego.No może oprócz kartonów z alkoholem.Poszłam dalej przez korytarz.Na metalowych drzwiach było napisane "Chłodnia".Po cholerę w barze chłodnia?!
Pchnęłam ciężkie drzwi a na moich ramionach od razu pojawiła się gęsia skórka.Pod ścianą siedziała skulona brunetka cała sina.
-Izzy.-mruknęłam dotykając jej lodowatego policzka.
-Ashley...-jęknęła swoimi fioletowymi ustami.
-Choć,zabiorę Cię stąd.-pomogłam jej wstać i wyprowadziłam ją z chłodni.
Mruczała coś pod nosem ale była bliska utraty przytomności.Wyprowadziłam ją na zewnątrz wyjściem ewakuacyjnym i wsadziłam do samochodu.Okryłam kurtką Matta i powiedziałam.
-Zaraz wrócę Izzy.Pójdę po ojca i resztę.Nie odlatuj.
Zamknęłam samochód i popędziłam na podwórko.Nie wiedziałam jeszcze czegoś takiego. Wszędzie leżeli ludzie, na wielkich plamach krwi. Jak mniemam była ich. Mój ojciec stał i bił mojego chłopaka, a Mila szła w kierunku Stylesa krzycząc. Chciałam jej powiedzieć żeby się odwróciła, ale usłyszałam.
- Bądź cicho. Chyba nie chcesz żeby Twoja siostra dołączyła do trupów na dole.
- Chuja możesz mi zrobić.- Powiedziałam uderzając chłopaka łokciem, w miejsce gdzie kończą się żebra. Upadł na kolana, a ja uderzyłam go w jego czułe miejsce. Upadł, a ja wyciągnęłam mu z pistolet zza paska spodni.
- Też jestem z Reedów.- Rzuciłam i podeszłam do ojca, który wyżywał się na Macie.
- Zostaw go tato!- Krzyknęłam patrząc jak mój chłopak ledwo się rusza.- Rzucił Matta na ziemie i podbiegł do mnie.
- Nic Ci nie jest?
- Wszystko w porządku. Znalazłam Izzy. - Zobaczyłam biegnącą do nas Mile i celującego do niej faceta, który stał obok nas. Nie myśląc długo, strzeliłam do niego z pistoletu który zabrałam poprzedniemu. Upadł z głośnym krzykiem. Nie zauważyłam miejsca w które trafiłam, dopóki Mila nie zaczęła się śmiać.
- Ty to masz cela. - Rzuciła dalej się śmiejąc.
- Gdzie trafiła?- Spytał tata nadal mnie przytulając.
- W chuja.- Tata zaczął się śmiać.
- Moja dzielna córeczka.
-Gdzie Styles?-zapytałam rozglądając się po podwórku.
-A kogo to obchodzi.-wzruszyła ramionami moja siostra.-Palant.
Podeszłam do Matta,który próbował wstać.Całą jego twarz zalała krew a biała bluzka była już do wyrzucenia.
-Wszystko w porządku?-spytałam troskliwie.
-A jak myślisz?Cały krwawię.-oburzył się na co mruknęłam ciche "przepraszam".
- Jeszcze raz odezwiesz się tak do mojej córki, a dokończę to co
zacząłem.-warknął ojciec.
Jeszcze tego trzeba mi było.Kłótni mojego ojca i Matta.
Wróciliśmy do samochodów.Było nas o wiele mniej niż na początku.Zastanawiałam się ilu straciło życie ale teraz najważniejsze było to,że ludzie na których mi zależy nadal żyją.
Przyjrzałam się bliżej mojej siostrze.Z jej skroni leciała krew,tak samo jak z wargi i rozcięcia na policzku.Dodatkowo zauważyłam,że ma rozcięcie na leginsach.Ojciec natomiast miał się chyba o wiele lepiej.Miał tylko jakieś zadrapanie a plama krwi na jego kurtce wcale nie była jego.
Jechaliśmy w ciszy jednak jak zawsze chciało mi się wymiotować.
-Co z nią?-spytał ojciec przerywając cisze.
-Jeszcze chwila i zamarzła by na kość.-stwierdziłam trzymając dziewczynę,by było jej cieplej.
-Trzymał ją w lodówce?
-W chłodni.
Znów nastała minuta ciszy.
Wjechaliśmy na osiedle na którym wszyscy w domach mieli już pogaszone światła.Nawet nie chciałam patrzeć która była godzina.Parkując w garażu zauważyłam,że Matt wpadł w zły humor.
Rozumiem,że był wściekły na ojca ale dlaczego nie odzywał się do mnie?
Tata wziął Izzy na ręce i zaniósł do pokoju gościnnego.Mila poszła za nim natomiast Matt i zostaliśmy w salonie.
-Tylko nie zachlap mi kanapy.-warknął ojciec.
Przewróciłam oczami na jego wredny komentarz i wyjęłam apteczkę.Mój chłopak nad nic nie mówił.Kiedy przejechałam gazikiem by zdezynfekować ranę cicho jęknął.
-O co chodzi?-zapytałam nie mogąc wytrzymać ani minuty dłużej w tej cholernej ciszy.
-Jak mogłaś tak zniknąć?Myślałam,że coś ci się stało a później jeszcze Styles...
-Co on?
-Powiedział,że ciebie ma.Naraziłaś swoją siostrę!Skoczyła Stylesowi do gardła i myślałem,że go rozszarpie.Zabiła by go dla ciebie!
-Przepraszam dobrze!-oburzyłam się,że nie zauważył,że uratowałam Izzy.-Chciałam znaleźć...
-Mogłaś na nas poczekać.Jesteś całkowicie nieodpowiedzialna
-Gdybym została tam minute dłużej Izzy zamarzła by na śmierć!Jak możesz uważać,że jestem nieodpowiedzialna?!
Nic nie odpowiedział tylko przyssał się do mnie jak nigdy wcześniej.Nigdy nie czułam czegoś podobnego.Jego ciepłe wargi pieściły moje z taką zachłannością jak by robiły to ostatni raz.Usiadłam na niego okrakiem,dotykając przez materiał moich majtek o jego czuły punkt.Był podniecony.
Wplotłam mu palce we włosy i przyciągnęłam do siebie mocnej.Zjechał swoją ręką niżej podwijając materiał mojej sukienki.
-Nie tutaj.-jęknęłam kiedy swoje pocałunki przeniósł na szyje.-Jeszcze ktoś zobaczy.
-Na przykład ja.-usłyszałam głos ojca.
Stał na schodach z widocznym rozbawieniem na twarzy.
Zeszłam z Matta i odchrząknęłam. Powoli zaczął schodzić, podchodząc do mnie bliżej.
- Ty Ashley do pokoju, jest późno. Idź spać. A z tobą Matt mam do pogadania. Nie dosyć że narażasz moją córkę na śmierć, wrzeszczysz na nią i na koniec chcesz ją przelecieć?! Jaj nie masz?!
-Przestań na niego krzyczeć!-wkurzyłam się.-Na nic mnie nie naraził!Sama poszłam po Izzy i gdyby nie ja prawdopodobnie było by już po niej.Ale nie,oczywiście.Niech każdy widzi,że ja tylko uciekłam i wszystkich naraziłam!
Wyrzuciłam z siebie i poszłam do siebie,na schodach spotykając umytą Mile,która chciała mnie złapać jednak wyszarpnęłam jej się i trzasnęłam drzwiami.
Byłam tak wkurzona,że kopnęłam krzesło,które z hukiem upadło na podłogę.
Zdjęłam z siebie tą cholerną sukienkę i rzuciłam ją gdzieś na podłogę.Dresowe spodnie i duża bluzka były idealne do spania.Nie miałam już na nic siły.Nie wiedzieć kiedy zasnęłam.
Mila POV
-Przesadziłeś.-powiedziałam do ojca kiedy razem z Mattem siedzieliśmy u niego w gabinecie rozmawiając o nowym Stylesie.
-Harry miał racje.Jesteś za bardzo wyszczekana.-warknął mój ojciec biorąc butelkę Whiski.
-Czasami moje szczekanie wychodzi na dobre.Przynajmniej dokopałam temu...
-Nie chce tego słuchać!-ryknął.-Oboje dzisiaj zasłużyliście na kulkę w łeb.Szkoda tylko,że ty.-wskazał na mnie.-Jesteś moją córką a ty chłopakiem mojej drugiej córki.
-Czemu jesteś taki...-zaczęłam ale mi przerwał.
-Harry wypowiedział nam wojnę a wy macie to w dupie.Straciliśmy 12 naszych!
-Oni znacznie więcej.-zauważył Matt jednak mój ojciec nie miał zamiaru słuchać co mieliśmy do powiedzenia.
-Od teraz Ashley nie wychodzi z domu.Matt będziesz ją pilnował cały czas.-popatrzył na niego groźnie.-Ale żadnego pieprzenia w jej pokoju.A ty Mila.Uziemił bym cię za to co dzisiaj zrobiłaś ale,że jesteś mi potrzebna...Pomożesz mi się dowiedzieć więcej o tym całym Harrym.Chce wiedzieć o nim wszystko.Gdzie mieszka,co jada a nawet kiedy kicha,jasne?!
-Ma katar sienny.-mruknęłam bardziej do siebie niż do niego.
-Słucham?
-Ma katar sienny więc prawdopodobnie kicha właśnie teraz.-wstałam z krzesła i wyszłam z jego gabinetu marząc wyłącznie o ciepłej kąpieli i dobrym filmie.
Ashley Pov
Obudził mnie wrzask ojca dochodzący z korytarza.Na początku nie chciałam się ruszyć jednak odrzuciłam kołdrę i lekko uchyliłam drzwi.
- Zamknij wreszcie ryj! Dostałeś wystarczająco dużo pieniędzy żeby zapomnieć o tym co widziałeś z Katherine! Zapomnij wreszcie o mnie, naszych pieniądzach i odpierdol się od moich córek. Bo skończysz jak ona! - Ojciec krzyczał do telefonu czerwony ze złości. Wyszłam ostrożnie aby nie usłyszał, ale deska w podłodze głośno skrzypnęła a ja zamknęłam oczy.
- Ashley? - Spytał podchodząc.- Co tu robisz? Myślałem że śpisz.
- Obudziłeś mnie. Co się stało z mamą? - Spytałam bez ogródek ze łzami w oczach.- To przez Ciebie umarła?! Przez ten cholerny zawód?! Nienawidzę Cię! Przez Ciebie mama nie żyje!- Krzyczałam wściekła i zaczęłam biec.
- Ashley!- Krzyknął próbując mnie dogonić, ale nie udało mu się. Zatrzasnęłam drzwi zaraz przed nim i zaczęłam biec w kierunku środka dzielnicy. Chciałam się najebać, jak wszyscy w barach żeby zapomnieć. Żeby zapomnieć kim jest mój ojciec. Nagle wpadłam na jakiegoś faceta.
- No proszę. Ashley Reed. Dziękuję za pozbawienie mnie płodności.- Powiedział mężczyzna któremu zabrałam pistolet kilka godzin wcześniej.- Styles się ucieszy.
-Zostaw mnie do jasnej cholery!-krzyknęłam wyrywając się kiedy chciał mnie złapać.-Dajcie mi wszyscy święty spokój dzisiaj!
Spojrzałam na chłopaka.Miał brązowe włosy oraz oczy tego samego koloru.Miał ciemniejszą karnacje niż ja przez co wnioskowałam że ma Arabskie korzenie.
-Chyba nie powinnaś chodzić o takiej porze sama.-stwierdził z uśmiechem na twarzy.
-Jebcie się wszyscy z tymi waszymi gangami.-Wiesz co...zabierz mnie do Harrego. Niech mnie zabije. Bardzo chętnie umrę.-po tych słowach łzy ciekły mi po policzkach.Nie chciałam,żeby ten palant widział jak płacze ale nie mogłam sobie z tym poradzić.Czułam się taka bezbronna,taka słaba,jak jeszcze nigdy wcześniej.
-Ej,mała nie płacz.-powiedział lekko się do mnie przysuwając.
- Będę płakać, a Tobie chuj do tego! - Krzyknęłam. Podszedł do mnie ostrożnie jakby nie wiedząc co ma zrobić, i pogłaskał mnie po policzku, ocierając łzę.- Zostaw mnie.- Wyszeptałam patrząc w jego brązowe oczy. Były piękne, a on naprawdę przystojny. Myślałam tak o wrogu? Zaraz. Wrogu. To idealny sposób na zemstę. Podeszłam bliżej bruneta i pocałowałam go tak namiętnie jak mnie Matt niedawno. Przyssał się do mnie, nie chcąc puszczać.Przytrzymałam jego policzek kiedy wdarł się językiem do moich ust.
Nie obchodziło mnie to jak jutro spojrzę w oczy tacie.Jak zareaguje Mila.Chodziło mi tylko o zemstę.Wszystkie inne myśli odeszły na bok.
Oderwaliśmy się od siebie tylko na chwile by zaczerpnąć powietrza.
-Co ty robisz?-jęknął chłopak gdy zaczęłam rozpinać jego koszule.Jednak nie odsunął się ani na krok.
-Chcesz żebym nie płakała?-kiwnął głową.-To siedź cicho.
-Ale...-nie zdążył powiedzieć ponieważ pchnęłam go na drzewo.Skrzywił się jednak nie opierał kiedy zrzuciłam z niego kurtkę.
Byłam cholernie wkurzona!Nie będą mnie traktować jak pięcioletnie dziecko!Nigdy!
Czytasz?Zostaw komentarz,to dla nas dużo znaczy
środa, 2 lipca 2014
Chapter 2
Ashley's POV
Leżałam w swoim pokoju i płakałam.Nie chciałam z nikim rozmawiać.Jak Mila mogła stanąć po stronie ojca.Wiedziałam,że też uważała,że powinnyśmy iść i pogadać z nowym Stylesem.Nie znałam dobrze Izzy ale zawsze wydawała mi się być w porządku.Kiedy moja siostra nie mogła odebrać mnie od koleżanki czy z treningu,Izzy zawsze po mnie przyjeżdżała.Lubiłam ją.
Nagle ktoś zapukał do moich drzwi.
-Ashley.-rozpoznałam głos mojej siostry.Założyłam na głowę poduszkę.Gdy usłyszałam jak ktoś zamyka drzwi podniosłam głowę i zobaczyłam Mile stojącą z założonymi rękami.Miała na sobie krótką czarną bluzkę oraz skórzane leginsy.Jak zawsze wyglądała olśniewająco nawet w tak prostym stroju.
-Odejdź.-jęknęłam jednak dziewczyna nie miała zamiaru posłuchać.
-Ubieraj się.
-Co?
-Ubieraj się.Jedziemy do Mrocznego Podwórka.-widząc moją pytającą minę mówiła dalej.-Styles dzwonił jakieś pół godziny temu.Chce nas widzieć.Wszystkich.
-A ojciec tak po prostu się zgodził?
-Powiedzmy,że go przekonałaś.-mruknęła wchodząc do mojej garderoby.-Czy ty masz tutaj coś oprócz sukienek?-zawołała.
Wiedziałam,że nigdy nie lubiła tego jak się ubieram ale osobiście uwielbiałam mój styl.Był dziewczęcy i oryginalny.Jak ja.
Przyniosła mi czarną,świecącą sukienkę bez ramiączek.Założyłam ją chyba raz w życiu ponieważ wyglądałam w niej jak dziwka.
-Za dwadzieścia minut widzimy się na dole.-puściła mi oczko i wyszła z pokoju.
Westchnęłam ale postanowiłam nie zawieść ojca.Liczył na mnie.
Wcisnęłam się w sukienkę i zrobiłam trochę mocniejszy makijaż. Po piętnastu minutach stałam na dole obok Matta,który na mój widok przygryzł wargę.To dobrze.Podobałam mu się.
Mila zeszła razem z tatą,biorąc go pod ręką.
-Okey każdy wie co ma robić,Maci być ostrożni.-powiedział mój ojciec.-Przywódca Darka jest młody.Nie zawaha się by was zabić.Macie przede wszystkim ochraniać moje córki.Za wszelką cenę.
Przełknęłam ślinę i chciałam już zaprotestować jednak Matt złapał mnie w tali i przycisnął do siebie mocniej.
-Nie dyskutuj.-mruknął mi do ucha i delikatnie przygryzł płatek.Wypuściłam głośno powietrze z płuc i poszłam za tatą i siostrą w stronę samochodu dziewczyny.
-Prowadzisz?-spytał Christian,Mile.
-Wszystko tylko nie to.-jęknęłam.
Moja siostra uśmiechnęła się i złapała kluczyki,które rzucił jej ojciec.Wsiadłam z Mattem na tylne siedzenie i w ciszy czekałam aż dojedziemy do Mrocznego Podwórka.Coraz mocniej się denerwowałam.W mojej głowie kłębiło się coraz więcej myśli.Co jeśli,któreś z nas ja,Mila,tata albo Matt już nie wrócimy?Nie mogłam o tym myśleć.
Na ulicach panował już zmrok.Widziałam już młodzież idącą na dyskoteki by wlać w siebie tyle wódki aż odlecą i urwie im się film.
Mroczne podwórko było meliną która należała do Darka odkąd pamiętałam.Byłam tam tylko kilka razy z tatą kiedy załatwiał swoje sprawy.
Kiedy ochroniarze nas zobaczyli uśmiechnęli się.Pomiędzy nimi przecisnęła się lala z mega wielkimi piersiami i rzucającymi się w oczy długimi czerwonymi włosami.Miała na sobie najkrótszą mini jaką w życiu widziałam.Przy niej wyglądałam jak zakonnica.
-No,no,no jednak jesteście.-zaśmiała się obrzucając spojrzeniem mojego ojca.-Powiedz swoim ludziom żeby zostawili broń w samochodach.
-Chyba sobie kpisz.-odezwała się Mila.
-Spokojnie.-upomniał ją ojciec i zwrócił się do czerwonowłosej.-Prowadź do twojego szefa.Teraz.
Dziewczyna uśmiechnęła się i weszła do środka.
Nigdy nie było tu tyle ludzi jak dzisiaj.Parkiet był pełen napalonych ludzi,ocierających się o siebie.Byłam zdziwiona,że wybrali właśnie to miejsce.Gdyby poszło coś nie tak było tu bardzo dużo świadków.Nie ryzykowaliby.
Przeszliśmy obok tłumu i znaleźliśmy się na podwórku.Od razu wszystko było dla mnie jasne.Było tu mniej ludzi i prawie nikt nie usłyszałby strzału przez głośną muzykę.
Przy największym stoliku zauważyłam morze ludzi.Śmiali się i pili jednak gdy nas zobaczyli ucichli i przybrali rozbawione twarze.
Ścisnęłam za koszulkę Matta mocniej na co jeszcze bliżej mnie przyciągnął.Wiedział,że się bałam.Bałam się jak diabli i nie mogłam na to nic poradzić...
Mila's POV
Widząc ich miny miałam ochotę przyłożyć każdemu z nich w mordę.Szłam blisko ojca by go wspierać choć sama się bałam.Nie chciałam tracić nikogo.Ani ojca,ani Ashley.
Oh.Moja biedna Ashley.Nie powinna na to patrzeć.Wiedziałam,że nie lubiła zajęcia naszego ojca ale to dzięki niemu nie brakowało nam niczego.Miałyśmy wszystko czego chciałyśmy.
-Dziękuję ci Holly.-odezwał się brunet siedzący na kanapie.Był wprost zjadany przez dwie inne dziewczyny w skąpych strojach.
Wstał gwałtownie zrzucając swoje "zabaweczki" i uśmiechnął się w nasza stronę.
Miał brązowe loki okaszające jego rysy twarzy.Natura obdarzyła go również zielonymi tęczówkami,które mieniły się kolorami z dyskoteki.Musiałam przyznać,nie myślałam,że będzie wyglądał tak gorąco.
Zaraz chwila.
Serio tak pomyślałam?O mój Boże nie.
-Witamy w naszych skromnych progach.-podszedł do nas bliżej.-Napijecie się czegoś?Na mój koszt.
-Gdzie ona jest?-syknął mój ojciec nie owijając w bawełnę.
-Wszystko w swoim czasie.-odparł spokojnie brunet.-Porozmawiajmy.
Odwrócił się do swojego stolika.
-Spadać.-rozkazał.
Wszyscy jak na zawołanie poderwali się z miejsca i zaczęli iść w kierunku budynku.Styles dostał plusa na mojej liście jak mocno mam mu zajebać w twarz.Jego postawa,ton głosu przyprawiał mnie o wpierdolenie mu.
Mój ojciec stał w bezruchu nie dając za wygraną.Widziałam jak chłopak zaśmiał się pod nosem i dodał szyderczo.
-Widzę,że twardy z ciebie zawodnik.
-Nie tak jak z ciebie.-prychnęłam na co mój ojciec rzucił mi mordercze spojrzenie.
Harry zilustrował mnie od stóp do głów i podgryzł wargę.
-Córeczka?-zapytał.
-A wyglądam na matkę?-uniosłam brew.
-Mila.-znów mój ojciec wyraził swoje niezadowolenie.
-Wyszczekana córeczka.
Był tylko kilka kroków ode mnie.Zdecydowanie za blisko.
-Chyba chcesz wrócić z kuku na twarzy.-dodał przekręcając lekko głowę na bok.
-Nawet byś mnie nie dotknął,sukinsynu.
-Mila!-mój ojciec tracił cierpliwość.
-Co powiedziałaś?-zrobił jeszcze krok w moją stronę ale ochroniarze mojego ojca zrobili też krok w jego stronę
-Sukinsyn.-odparłam pewnie.
Chłopaka wyraźnie zatkało.
- Druga dziewczynka też taka odważna? - Spytał przenosząc szyderczy wzrok na Ashley. Powoli zaczął się do niej zbliżać, na co Matt sięgnął dłonią za pasek spodni po chwili wyciągając czarny pistolet i mierząc w bruneta który lekko się uśmiechnął.- Proszę, proszę. Odważny, głupi zakochany chłoptaś.
- Co? Duży przywódca Darka nigdy nie widział dziewczyny? Bo chyba żeby stracić cnotę musiałeś nieźle zapłacić.- Rzuciłam wściekła patrząc jak mężczyzna wzrokiem zabija moją małą siostrę. W jednym momencie każda obecna tam osoba zwróciła na nas wzrok. Patrzyliśmy sobie w oczy wściekli.
- Teraz.- Krzyknął Styles, a reszta obecnych osób z Darka wyciągnęła broń.
- Na ziemie!- Krzyknęłam padając. Świst strzał zaraz nad naszymi głowami był nie do zniesienia. Po chwili wyjęłam pistolet i strzeliłam prosto w serce jakiegoś faceta. Miejsce w piekle miałam zarezerwowane od wielu lat, bardzo blisko szatana jak mniemam. Postrzeliłam jeszcze dwóch kiedy zauważyłam, że Styles idzie w kierunku mojej siostry. Zerwałam się z ziemi i rzuciłam na bruneta, siła upadku wytrąciła mi broń, jak i jemu. Wstałam najszybciej jak mogłam i kopnęłam bruneta w brzuch, chcąc wykonać to ponownie zamachnęłam się i poczułam jak zielonooki łapie mnie za kostkę, straciłam równowagę, upadłam drugą nogą uderzając Stylesa w jego kolegę. Zwinął się w kulkę trzymając się za poszkodowaną rzecz.
- Właśnie dlatego nie zadziera się z Reedami.- Odwróciłam się sięgając po pistolet żeby zmieść tego chuja z powierzchni ziemi, ale zobaczyłam że nigdzie nie ma Ashley, tak jak jednego z Darka.
Strzeliłam w bok mężczyzny który próbował uderzyć mojego ojca, upadł zalewając krwią mojego tatę.
- Mogłaś mniej drastycznie.- Rzucił chcąc rękami pozbyć się krwi z czarnej skórzanej kurtki.
- Pieprzyć drastyczność. Ashley zniknęła.- Najstarszy z Reedów, zbladł patrząc na moją twarz. Pokręcił głową szukając jej wzrokiem. Zauważył Matta. Podszedł do niego na miejscu skręcając kark jego przeciwnikowi.
- Miałeś ją chronić sukinsynu! - Powiedział uderzając go w twarz.
- Mamy biedną malutką córeczkę Reeda. Ciekawe co zrobi, żeby ją odzyskać.- Powiedział Styles opierając się o ścianę, pewnie nie do końca mogąc stać o własnych siłach po bójce.
Czytasz? Komentuj. :) To naprawdę motywuje :)
Leżałam w swoim pokoju i płakałam.Nie chciałam z nikim rozmawiać.Jak Mila mogła stanąć po stronie ojca.Wiedziałam,że też uważała,że powinnyśmy iść i pogadać z nowym Stylesem.Nie znałam dobrze Izzy ale zawsze wydawała mi się być w porządku.Kiedy moja siostra nie mogła odebrać mnie od koleżanki czy z treningu,Izzy zawsze po mnie przyjeżdżała.Lubiłam ją.
Nagle ktoś zapukał do moich drzwi.
-Ashley.-rozpoznałam głos mojej siostry.Założyłam na głowę poduszkę.Gdy usłyszałam jak ktoś zamyka drzwi podniosłam głowę i zobaczyłam Mile stojącą z założonymi rękami.Miała na sobie krótką czarną bluzkę oraz skórzane leginsy.Jak zawsze wyglądała olśniewająco nawet w tak prostym stroju.
-Odejdź.-jęknęłam jednak dziewczyna nie miała zamiaru posłuchać.
-Ubieraj się.
-Co?
-Ubieraj się.Jedziemy do Mrocznego Podwórka.-widząc moją pytającą minę mówiła dalej.-Styles dzwonił jakieś pół godziny temu.Chce nas widzieć.Wszystkich.
-A ojciec tak po prostu się zgodził?
-Powiedzmy,że go przekonałaś.-mruknęła wchodząc do mojej garderoby.-Czy ty masz tutaj coś oprócz sukienek?-zawołała.
Wiedziałam,że nigdy nie lubiła tego jak się ubieram ale osobiście uwielbiałam mój styl.Był dziewczęcy i oryginalny.Jak ja.
Przyniosła mi czarną,świecącą sukienkę bez ramiączek.Założyłam ją chyba raz w życiu ponieważ wyglądałam w niej jak dziwka.
-Za dwadzieścia minut widzimy się na dole.-puściła mi oczko i wyszła z pokoju.
Westchnęłam ale postanowiłam nie zawieść ojca.Liczył na mnie.
Wcisnęłam się w sukienkę i zrobiłam trochę mocniejszy makijaż. Po piętnastu minutach stałam na dole obok Matta,który na mój widok przygryzł wargę.To dobrze.Podobałam mu się.
Mila zeszła razem z tatą,biorąc go pod ręką.
-Okey każdy wie co ma robić,Maci być ostrożni.-powiedział mój ojciec.-Przywódca Darka jest młody.Nie zawaha się by was zabić.Macie przede wszystkim ochraniać moje córki.Za wszelką cenę.
Przełknęłam ślinę i chciałam już zaprotestować jednak Matt złapał mnie w tali i przycisnął do siebie mocniej.
-Nie dyskutuj.-mruknął mi do ucha i delikatnie przygryzł płatek.Wypuściłam głośno powietrze z płuc i poszłam za tatą i siostrą w stronę samochodu dziewczyny.
-Prowadzisz?-spytał Christian,Mile.
-Wszystko tylko nie to.-jęknęłam.
Moja siostra uśmiechnęła się i złapała kluczyki,które rzucił jej ojciec.Wsiadłam z Mattem na tylne siedzenie i w ciszy czekałam aż dojedziemy do Mrocznego Podwórka.Coraz mocniej się denerwowałam.W mojej głowie kłębiło się coraz więcej myśli.Co jeśli,któreś z nas ja,Mila,tata albo Matt już nie wrócimy?Nie mogłam o tym myśleć.
Na ulicach panował już zmrok.Widziałam już młodzież idącą na dyskoteki by wlać w siebie tyle wódki aż odlecą i urwie im się film.
Mroczne podwórko było meliną która należała do Darka odkąd pamiętałam.Byłam tam tylko kilka razy z tatą kiedy załatwiał swoje sprawy.
Kiedy ochroniarze nas zobaczyli uśmiechnęli się.Pomiędzy nimi przecisnęła się lala z mega wielkimi piersiami i rzucającymi się w oczy długimi czerwonymi włosami.Miała na sobie najkrótszą mini jaką w życiu widziałam.Przy niej wyglądałam jak zakonnica.
-No,no,no jednak jesteście.-zaśmiała się obrzucając spojrzeniem mojego ojca.-Powiedz swoim ludziom żeby zostawili broń w samochodach.
-Chyba sobie kpisz.-odezwała się Mila.
-Spokojnie.-upomniał ją ojciec i zwrócił się do czerwonowłosej.-Prowadź do twojego szefa.Teraz.
Dziewczyna uśmiechnęła się i weszła do środka.
Nigdy nie było tu tyle ludzi jak dzisiaj.Parkiet był pełen napalonych ludzi,ocierających się o siebie.Byłam zdziwiona,że wybrali właśnie to miejsce.Gdyby poszło coś nie tak było tu bardzo dużo świadków.Nie ryzykowaliby.
Przeszliśmy obok tłumu i znaleźliśmy się na podwórku.Od razu wszystko było dla mnie jasne.Było tu mniej ludzi i prawie nikt nie usłyszałby strzału przez głośną muzykę.
Przy największym stoliku zauważyłam morze ludzi.Śmiali się i pili jednak gdy nas zobaczyli ucichli i przybrali rozbawione twarze.
Ścisnęłam za koszulkę Matta mocniej na co jeszcze bliżej mnie przyciągnął.Wiedział,że się bałam.Bałam się jak diabli i nie mogłam na to nic poradzić...
Mila's POV
Widząc ich miny miałam ochotę przyłożyć każdemu z nich w mordę.Szłam blisko ojca by go wspierać choć sama się bałam.Nie chciałam tracić nikogo.Ani ojca,ani Ashley.
Oh.Moja biedna Ashley.Nie powinna na to patrzeć.Wiedziałam,że nie lubiła zajęcia naszego ojca ale to dzięki niemu nie brakowało nam niczego.Miałyśmy wszystko czego chciałyśmy.
-Dziękuję ci Holly.-odezwał się brunet siedzący na kanapie.Był wprost zjadany przez dwie inne dziewczyny w skąpych strojach.
Wstał gwałtownie zrzucając swoje "zabaweczki" i uśmiechnął się w nasza stronę.
Miał brązowe loki okaszające jego rysy twarzy.Natura obdarzyła go również zielonymi tęczówkami,które mieniły się kolorami z dyskoteki.Musiałam przyznać,nie myślałam,że będzie wyglądał tak gorąco.
Zaraz chwila.
Serio tak pomyślałam?O mój Boże nie.
-Witamy w naszych skromnych progach.-podszedł do nas bliżej.-Napijecie się czegoś?Na mój koszt.
-Gdzie ona jest?-syknął mój ojciec nie owijając w bawełnę.
-Wszystko w swoim czasie.-odparł spokojnie brunet.-Porozmawiajmy.
Odwrócił się do swojego stolika.
-Spadać.-rozkazał.
Wszyscy jak na zawołanie poderwali się z miejsca i zaczęli iść w kierunku budynku.Styles dostał plusa na mojej liście jak mocno mam mu zajebać w twarz.Jego postawa,ton głosu przyprawiał mnie o wpierdolenie mu.
Mój ojciec stał w bezruchu nie dając za wygraną.Widziałam jak chłopak zaśmiał się pod nosem i dodał szyderczo.
-Widzę,że twardy z ciebie zawodnik.
-Nie tak jak z ciebie.-prychnęłam na co mój ojciec rzucił mi mordercze spojrzenie.
Harry zilustrował mnie od stóp do głów i podgryzł wargę.
-Córeczka?-zapytał.
-A wyglądam na matkę?-uniosłam brew.
-Mila.-znów mój ojciec wyraził swoje niezadowolenie.
-Wyszczekana córeczka.
Był tylko kilka kroków ode mnie.Zdecydowanie za blisko.
-Chyba chcesz wrócić z kuku na twarzy.-dodał przekręcając lekko głowę na bok.
-Nawet byś mnie nie dotknął,sukinsynu.
-Mila!-mój ojciec tracił cierpliwość.
-Co powiedziałaś?-zrobił jeszcze krok w moją stronę ale ochroniarze mojego ojca zrobili też krok w jego stronę
-Sukinsyn.-odparłam pewnie.
Chłopaka wyraźnie zatkało.
- Druga dziewczynka też taka odważna? - Spytał przenosząc szyderczy wzrok na Ashley. Powoli zaczął się do niej zbliżać, na co Matt sięgnął dłonią za pasek spodni po chwili wyciągając czarny pistolet i mierząc w bruneta który lekko się uśmiechnął.- Proszę, proszę. Odważny, głupi zakochany chłoptaś.
- Co? Duży przywódca Darka nigdy nie widział dziewczyny? Bo chyba żeby stracić cnotę musiałeś nieźle zapłacić.- Rzuciłam wściekła patrząc jak mężczyzna wzrokiem zabija moją małą siostrę. W jednym momencie każda obecna tam osoba zwróciła na nas wzrok. Patrzyliśmy sobie w oczy wściekli.
- Teraz.- Krzyknął Styles, a reszta obecnych osób z Darka wyciągnęła broń.
- Na ziemie!- Krzyknęłam padając. Świst strzał zaraz nad naszymi głowami był nie do zniesienia. Po chwili wyjęłam pistolet i strzeliłam prosto w serce jakiegoś faceta. Miejsce w piekle miałam zarezerwowane od wielu lat, bardzo blisko szatana jak mniemam. Postrzeliłam jeszcze dwóch kiedy zauważyłam, że Styles idzie w kierunku mojej siostry. Zerwałam się z ziemi i rzuciłam na bruneta, siła upadku wytrąciła mi broń, jak i jemu. Wstałam najszybciej jak mogłam i kopnęłam bruneta w brzuch, chcąc wykonać to ponownie zamachnęłam się i poczułam jak zielonooki łapie mnie za kostkę, straciłam równowagę, upadłam drugą nogą uderzając Stylesa w jego kolegę. Zwinął się w kulkę trzymając się za poszkodowaną rzecz.
- Właśnie dlatego nie zadziera się z Reedami.- Odwróciłam się sięgając po pistolet żeby zmieść tego chuja z powierzchni ziemi, ale zobaczyłam że nigdzie nie ma Ashley, tak jak jednego z Darka.
Strzeliłam w bok mężczyzny który próbował uderzyć mojego ojca, upadł zalewając krwią mojego tatę.
- Mogłaś mniej drastycznie.- Rzucił chcąc rękami pozbyć się krwi z czarnej skórzanej kurtki.
- Pieprzyć drastyczność. Ashley zniknęła.- Najstarszy z Reedów, zbladł patrząc na moją twarz. Pokręcił głową szukając jej wzrokiem. Zauważył Matta. Podszedł do niego na miejscu skręcając kark jego przeciwnikowi.
- Miałeś ją chronić sukinsynu! - Powiedział uderzając go w twarz.
- Mamy biedną malutką córeczkę Reeda. Ciekawe co zrobi, żeby ją odzyskać.- Powiedział Styles opierając się o ścianę, pewnie nie do końca mogąc stać o własnych siłach po bójce.
Czytasz? Komentuj. :) To naprawdę motywuje :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)