piątek, 4 lipca 2014

Chapter 3

Mila POV

-Gadaj gdzie ona jest!-krzyknęłam nabuzowana.Podeszła bym do niego i wpierdoliła jeszcze raz gdyby nie to,że obok niego wyrośli dwaj szerocy ochroniarze.
-Czego chcesz?-warknął mój ojciec stając obok mnie.
-Zrezygnuj z interesu.Wycofaj się.
-Nie ma mowy.-syknął.Wiedziałam,że prędzej by zginął niż oddał dobytek swojego życia.
-Właśnie sprała cię dziewczyna a ty chcesz prowadzić interes w Londynie?Hahaha.Idiota-zaczęłam się śmiać.
Chłopak popatrzył się na mnie morderczym wzrokiem nie mając zamiaru śmiać się ze mną.No cóż.Dostał ode mnie w jaja.
-Zaczynasz mi działać na nerwy bardziej niż wszyscy tutaj.-powiedział zaciskając zęby.-Być może twoją winą będzie śmierć twojej siostrzyczki.
-Jak śmiesz!-podeszłam do niego i nim jego dwaj "koledzy" się obudzili,dałam Harremu w twarz.-Zrób jej coś tylko a pożałujesz!
Poczułam jak dwaj "giganci" łapią mnie za ramiona próbując złapać.
Niedoczekanie...

Ashley Pov

Jakimś cudem w tym zamieszaniu weszłam do środka na zaplecze by znaleźć Izzy.Miałam tylko nadzieje,że Mila ,tata i Matt nadal żyją.Na pewno dziewczyno.
Przeszłam niezauważona do magazynu.Pociągnęłam za pierwsze drzwi.Nie znalazłam tam nikogo ani niczego.No może oprócz kartonów z alkoholem.Poszłam dalej przez korytarz.Na metalowych drzwiach było napisane "Chłodnia".Po cholerę w barze chłodnia?!
Pchnęłam ciężkie drzwi a na moich ramionach od razu pojawiła się gęsia skórka.Pod ścianą siedziała skulona brunetka cała sina.
-Izzy.-mruknęłam dotykając jej lodowatego policzka.
-Ashley...-jęknęła swoimi fioletowymi ustami.
-Choć,zabiorę Cię stąd.-pomogłam jej wstać i wyprowadziłam ją z chłodni.
Mruczała coś pod nosem ale była bliska utraty przytomności.Wyprowadziłam ją na zewnątrz wyjściem ewakuacyjnym i wsadziłam do samochodu.Okryłam kurtką Matta i powiedziałam.
-Zaraz wrócę Izzy.Pójdę po ojca i resztę.Nie odlatuj.
Zamknęłam samochód i popędziłam na podwórko.Nie wiedziałam jeszcze czegoś takiego. Wszędzie leżeli ludzie, na wielkich plamach krwi. Jak mniemam była ich. Mój ojciec stał i bił mojego chłopaka, a Mila szła w kierunku Stylesa krzycząc. Chciałam jej powiedzieć żeby się odwróciła, ale usłyszałam.
- Bądź cicho. Chyba nie chcesz żeby Twoja siostra dołączyła do trupów na dole.
- Chuja możesz mi zrobić.- Powiedziałam uderzając chłopaka łokciem, w miejsce gdzie kończą się żebra. Upadł na kolana, a ja uderzyłam go w jego czułe miejsce. Upadł, a ja wyciągnęłam mu z pistolet zza paska spodni.
- Też jestem z Reedów.- Rzuciłam i podeszłam do ojca, który wyżywał się na Macie.
- Zostaw go tato!- Krzyknęłam patrząc jak mój chłopak ledwo się rusza.- Rzucił Matta na ziemie i podbiegł do mnie.
- Nic Ci nie jest?
- Wszystko w porządku. Znalazłam Izzy. - Zobaczyłam biegnącą do nas Mile i celującego do niej faceta, który stał obok nas. Nie myśląc długo, strzeliłam do niego z pistoletu który zabrałam poprzedniemu. Upadł z głośnym krzykiem. Nie zauważyłam miejsca w które trafiłam, dopóki Mila nie zaczęła się śmiać.
- Ty to masz cela. - Rzuciła dalej się śmiejąc.
- Gdzie trafiła?- Spytał tata nadal mnie przytulając.
- W chuja.- Tata zaczął się śmiać.
- Moja dzielna córeczka.
-Gdzie Styles?-zapytałam rozglądając się po podwórku.
-A kogo to obchodzi.-wzruszyła ramionami moja siostra.-Palant.
Podeszłam do Matta,który próbował wstać.Całą jego twarz zalała krew a biała bluzka była już do wyrzucenia.
-Wszystko w porządku?-spytałam troskliwie.
-A jak myślisz?Cały krwawię.-oburzył się na co mruknęłam ciche "przepraszam".
- Jeszcze raz odezwiesz się tak do mojej córki, a dokończę to co
zacząłem.-warknął ojciec.
Jeszcze tego trzeba mi było.Kłótni mojego ojca i Matta.
Wróciliśmy do samochodów.Było nas o wiele mniej niż na początku.Zastanawiałam się ilu straciło życie ale teraz najważniejsze było to,że ludzie na których mi zależy nadal żyją.
Przyjrzałam się bliżej mojej siostrze.Z jej skroni leciała krew,tak samo jak z wargi i rozcięcia na policzku.Dodatkowo zauważyłam,że ma rozcięcie na leginsach.Ojciec natomiast miał się chyba o wiele lepiej.Miał tylko jakieś zadrapanie a plama krwi na jego kurtce wcale nie była jego.
Jechaliśmy w ciszy jednak jak zawsze chciało mi się wymiotować.
-Co z nią?-spytał ojciec przerywając cisze.
-Jeszcze chwila i zamarzła by na kość.-stwierdziłam trzymając dziewczynę,by było jej cieplej.
-Trzymał ją w lodówce?
-W chłodni.
Znów nastała minuta ciszy.
Wjechaliśmy na osiedle na którym wszyscy w domach mieli już pogaszone światła.Nawet nie chciałam patrzeć która była godzina.Parkując w garażu zauważyłam,że Matt wpadł w zły humor.
Rozumiem,że był wściekły na ojca ale dlaczego nie odzywał się do mnie?
Tata wziął Izzy na ręce i zaniósł do pokoju gościnnego.Mila poszła za nim natomiast Matt i zostaliśmy w salonie.
-Tylko nie zachlap mi kanapy.-warknął ojciec.
Przewróciłam oczami na jego wredny komentarz i wyjęłam apteczkę.Mój chłopak nad nic nie mówił.Kiedy przejechałam gazikiem by zdezynfekować ranę cicho jęknął.
-O co chodzi?-zapytałam nie mogąc wytrzymać ani minuty dłużej w tej cholernej ciszy.
-Jak mogłaś tak zniknąć?Myślałam,że coś ci się stało a później jeszcze Styles...
-Co on?
-Powiedział,że ciebie ma.Naraziłaś swoją siostrę!Skoczyła Stylesowi do gardła i myślałem,że go rozszarpie.Zabiła by go dla ciebie!
-Przepraszam dobrze!-oburzyłam się,że nie zauważył,że uratowałam Izzy.-Chciałam znaleźć...
-Mogłaś na nas poczekać.Jesteś całkowicie nieodpowiedzialna
-Gdybym została tam minute dłużej Izzy zamarzła by na śmierć!Jak możesz uważać,że jestem nieodpowiedzialna?!
Nic nie odpowiedział tylko przyssał się do mnie jak nigdy wcześniej.Nigdy nie czułam czegoś podobnego.Jego ciepłe wargi pieściły moje z taką zachłannością jak by robiły to ostatni raz.Usiadłam na niego okrakiem,dotykając przez materiał moich majtek o jego czuły punkt.Był podniecony.
Wplotłam mu palce we włosy i przyciągnęłam do siebie mocnej.Zjechał swoją ręką niżej podwijając materiał mojej sukienki.
-Nie tutaj.-jęknęłam kiedy swoje pocałunki przeniósł na szyje.-Jeszcze ktoś zobaczy.
-Na przykład ja.-usłyszałam głos ojca.
Stał na schodach z widocznym rozbawieniem na twarzy.
Zeszłam z Matta i odchrząknęłam. Powoli zaczął schodzić, podchodząc do mnie bliżej.
- Ty Ashley do pokoju, jest późno. Idź spać. A z tobą Matt mam do pogadania. Nie dosyć że narażasz moją córkę na śmierć, wrzeszczysz na nią i na koniec chcesz ją przelecieć?! Jaj nie masz?!
-Przestań na niego krzyczeć!-wkurzyłam się.-Na nic mnie nie naraził!Sama poszłam po Izzy i gdyby nie ja prawdopodobnie było by już po niej.Ale nie,oczywiście.Niech każdy widzi,że ja tylko uciekłam i wszystkich naraziłam!
Wyrzuciłam z siebie i poszłam do siebie,na schodach spotykając umytą Mile,która chciała mnie złapać jednak wyszarpnęłam jej się i trzasnęłam drzwiami.
Byłam tak wkurzona,że kopnęłam krzesło,które z hukiem upadło na podłogę.
Zdjęłam z siebie tą cholerną sukienkę i rzuciłam ją gdzieś na podłogę.Dresowe spodnie i duża bluzka były idealne do spania.Nie miałam już na nic siły.Nie wiedzieć kiedy zasnęłam.

Mila POV

-Przesadziłeś.-powiedziałam do ojca kiedy razem z Mattem siedzieliśmy u niego w gabinecie rozmawiając o nowym Stylesie.
-Harry miał racje.Jesteś za bardzo wyszczekana.-warknął mój ojciec biorąc butelkę Whiski.
-Czasami moje szczekanie wychodzi na dobre.Przynajmniej dokopałam temu...
-Nie chce tego słuchać!-ryknął.-Oboje dzisiaj zasłużyliście na kulkę w łeb.Szkoda tylko,że ty.-wskazał na mnie.-Jesteś moją córką a ty chłopakiem mojej drugiej córki.
-Czemu jesteś taki...-zaczęłam ale mi przerwał.
-Harry wypowiedział nam wojnę a wy macie to w dupie.Straciliśmy 12 naszych!
-Oni znacznie więcej.-zauważył Matt jednak mój ojciec nie miał zamiaru słuchać co mieliśmy do powiedzenia.
-Od teraz Ashley nie wychodzi z domu.Matt będziesz ją pilnował cały czas.-popatrzył na niego groźnie.-Ale żadnego pieprzenia w jej pokoju.A ty Mila.Uziemił bym cię za to co dzisiaj zrobiłaś ale,że jesteś mi potrzebna...Pomożesz mi się dowiedzieć więcej o tym całym Harrym.Chce wiedzieć o nim wszystko.Gdzie mieszka,co jada a nawet kiedy kicha,jasne?!
-Ma katar sienny.-mruknęłam bardziej do siebie niż do niego.
-Słucham?
-Ma katar sienny więc prawdopodobnie kicha właśnie teraz.-wstałam z krzesła i wyszłam z jego gabinetu marząc wyłącznie o ciepłej kąpieli i dobrym filmie.

Ashley Pov

Obudził mnie wrzask ojca dochodzący z korytarza.Na początku nie chciałam się ruszyć jednak odrzuciłam kołdrę i lekko uchyliłam drzwi.
- Zamknij wreszcie ryj! Dostałeś wystarczająco dużo pieniędzy żeby zapomnieć o tym co widziałeś z Katherine! Zapomnij wreszcie o mnie, naszych pieniądzach i odpierdol się od moich córek. Bo skończysz jak ona! - Ojciec krzyczał do telefonu czerwony ze złości. Wyszłam ostrożnie aby nie usłyszał, ale deska w podłodze głośno skrzypnęła a ja zamknęłam oczy.
- Ashley? - Spytał podchodząc.- Co tu robisz? Myślałem że śpisz.
- Obudziłeś mnie. Co się stało z mamą? - Spytałam bez ogródek ze łzami w oczach.- To  przez Ciebie umarła?! Przez ten cholerny zawód?! Nienawidzę Cię! Przez Ciebie mama nie żyje!- Krzyczałam wściekła i zaczęłam biec.
- Ashley!- Krzyknął próbując mnie dogonić, ale nie udało mu się. Zatrzasnęłam drzwi zaraz przed nim i zaczęłam biec w kierunku środka dzielnicy. Chciałam się najebać, jak wszyscy w barach żeby zapomnieć. Żeby zapomnieć kim jest mój ojciec. Nagle wpadłam na jakiegoś faceta.
- No proszę. Ashley Reed. Dziękuję za pozbawienie mnie płodności.- Powiedział mężczyzna któremu zabrałam pistolet kilka godzin wcześniej.- Styles się ucieszy.
-Zostaw mnie do jasnej cholery!-krzyknęłam wyrywając się kiedy chciał mnie złapać.-Dajcie mi wszyscy święty spokój dzisiaj!
Spojrzałam na chłopaka.Miał brązowe włosy oraz oczy tego samego koloru.Miał ciemniejszą karnacje niż ja przez co wnioskowałam że ma Arabskie korzenie.
-Chyba nie powinnaś chodzić o takiej porze sama.-stwierdził z uśmiechem na twarzy.
-Jebcie się wszyscy z tymi waszymi gangami.-Wiesz co...zabierz mnie do Harrego. Niech mnie zabije. Bardzo chętnie umrę.-po tych słowach łzy ciekły mi po policzkach.Nie chciałam,żeby ten palant widział jak płacze ale nie mogłam sobie z tym poradzić.Czułam się taka bezbronna,taka słaba,jak jeszcze nigdy wcześniej.
-Ej,mała nie płacz.-powiedział lekko się do mnie przysuwając.
- Będę płakać, a Tobie chuj do tego! - Krzyknęłam. Podszedł do mnie ostrożnie jakby nie wiedząc co ma zrobić, i pogłaskał mnie po policzku, ocierając łzę.- Zostaw mnie.- Wyszeptałam patrząc w jego brązowe oczy. Były piękne, a on naprawdę przystojny. Myślałam tak o wrogu? Zaraz. Wrogu. To idealny sposób na zemstę. Podeszłam bliżej bruneta i pocałowałam go tak namiętnie jak mnie Matt niedawno. Przyssał się do mnie, nie chcąc puszczać.Przytrzymałam jego policzek kiedy wdarł się językiem do moich ust.
Nie obchodziło mnie to jak jutro spojrzę w oczy tacie.Jak zareaguje Mila.Chodziło mi tylko o zemstę.Wszystkie inne myśli odeszły na bok.
Oderwaliśmy się od siebie tylko na chwile by zaczerpnąć powietrza.
-Co ty robisz?-jęknął chłopak gdy zaczęłam rozpinać jego koszule.Jednak nie odsunął się ani na krok.
-Chcesz żebym nie płakała?-kiwnął głową.-To siedź cicho.
-Ale...-nie zdążył powiedzieć ponieważ pchnęłam go na drzewo.Skrzywił się jednak nie opierał kiedy zrzuciłam z niego kurtkę.
Byłam cholernie wkurzona!Nie będą mnie traktować jak pięcioletnie dziecko!Nigdy!


Czytasz?Zostaw komentarz,to dla nas dużo znaczy

środa, 2 lipca 2014

Chapter 2

Ashley's POV

Leżałam w swoim pokoju i płakałam.Nie chciałam z nikim rozmawiać.Jak Mila mogła stanąć po stronie ojca.Wiedziałam,że też uważała,że powinnyśmy iść i pogadać z nowym Stylesem.Nie znałam dobrze Izzy ale zawsze wydawała mi się być w porządku.Kiedy moja siostra nie mogła odebrać mnie od koleżanki czy z treningu,Izzy zawsze po mnie przyjeżdżała.Lubiłam ją.
Nagle ktoś zapukał do moich drzwi.
-Ashley.-rozpoznałam głos mojej siostry.Założyłam na głowę poduszkę.Gdy usłyszałam jak ktoś zamyka drzwi podniosłam głowę i zobaczyłam Mile stojącą z założonymi rękami.Miała na sobie krótką czarną bluzkę oraz skórzane leginsy.Jak zawsze wyglądała olśniewająco nawet w tak prostym stroju.
-Odejdź.-jęknęłam jednak dziewczyna nie miała zamiaru posłuchać.
-Ubieraj się.
-Co?
-Ubieraj się.Jedziemy do Mrocznego Podwórka.-widząc moją pytającą minę mówiła dalej.-Styles dzwonił jakieś pół godziny temu.Chce nas widzieć.Wszystkich.
-A ojciec tak po prostu się zgodził?
-Powiedzmy,że go przekonałaś.-mruknęła wchodząc do mojej garderoby.-Czy ty masz tutaj coś oprócz sukienek?-zawołała.
Wiedziałam,że nigdy nie lubiła tego jak się ubieram ale osobiście uwielbiałam mój styl.Był dziewczęcy i oryginalny.Jak ja.
Przyniosła mi czarną,świecącą sukienkę bez ramiączek.Założyłam ją chyba raz w życiu ponieważ wyglądałam w niej jak dziwka.
-Za dwadzieścia minut widzimy się na dole.-puściła mi oczko i wyszła z pokoju.
Westchnęłam ale postanowiłam nie zawieść ojca.Liczył na mnie.
Wcisnęłam się w sukienkę i zrobiłam trochę mocniejszy makijaż. Po piętnastu minutach stałam na dole obok Matta,który na mój widok przygryzł wargę.To dobrze.Podobałam mu się.
Mila zeszła razem z tatą,biorąc go pod ręką.
-Okey każdy wie co ma robić,Maci być ostrożni.-powiedział mój ojciec.-Przywódca Darka jest młody.Nie zawaha się by was zabić.Macie przede wszystkim ochraniać moje córki.Za wszelką cenę.
Przełknęłam ślinę i chciałam już zaprotestować jednak Matt złapał mnie w tali i przycisnął do siebie mocniej.
-Nie dyskutuj.-mruknął mi do ucha i delikatnie przygryzł płatek.Wypuściłam głośno powietrze z płuc i poszłam za tatą i siostrą w stronę samochodu dziewczyny.
-Prowadzisz?-spytał Christian,Mile.
-Wszystko tylko nie to.-jęknęłam.
Moja siostra uśmiechnęła się i złapała kluczyki,które rzucił jej ojciec.Wsiadłam z Mattem na tylne siedzenie i w ciszy czekałam aż dojedziemy do Mrocznego Podwórka.Coraz mocniej się denerwowałam.W mojej głowie kłębiło się coraz więcej myśli.Co jeśli,któreś z nas ja,Mila,tata albo Matt już nie wrócimy?Nie mogłam o tym myśleć.
Na ulicach panował już zmrok.Widziałam już młodzież idącą na dyskoteki by wlać w siebie tyle wódki aż odlecą i urwie im się film.
Mroczne podwórko było meliną która należała do Darka odkąd pamiętałam.Byłam tam tylko kilka razy z tatą kiedy załatwiał swoje sprawy.
Kiedy ochroniarze nas zobaczyli uśmiechnęli się.Pomiędzy nimi przecisnęła się lala z mega wielkimi piersiami i rzucającymi się w oczy długimi czerwonymi włosami.Miała na sobie najkrótszą mini jaką w życiu widziałam.Przy niej wyglądałam jak zakonnica.
-No,no,no jednak jesteście.-zaśmiała się obrzucając spojrzeniem mojego ojca.-Powiedz swoim ludziom żeby zostawili broń w samochodach.
-Chyba sobie kpisz.-odezwała się Mila.
-Spokojnie.-upomniał ją ojciec i zwrócił się do czerwonowłosej.-Prowadź do twojego szefa.Teraz.
Dziewczyna uśmiechnęła się i weszła do środka.
Nigdy nie było tu tyle ludzi jak dzisiaj.Parkiet był pełen napalonych ludzi,ocierających się o siebie.Byłam zdziwiona,że wybrali właśnie to miejsce.Gdyby poszło coś nie tak było tu bardzo dużo świadków.Nie ryzykowaliby.
Przeszliśmy obok tłumu i znaleźliśmy się na podwórku.Od razu wszystko było dla mnie jasne.Było tu mniej ludzi i prawie nikt nie usłyszałby strzału przez głośną muzykę.
Przy największym stoliku zauważyłam morze ludzi.Śmiali się i pili jednak gdy nas zobaczyli ucichli i przybrali rozbawione twarze.
Ścisnęłam za koszulkę Matta mocniej na co jeszcze bliżej mnie przyciągnął.Wiedział,że się bałam.Bałam się jak diabli i nie mogłam na to nic poradzić...

Mila's POV

Widząc ich miny miałam ochotę przyłożyć każdemu z nich w mordę.Szłam blisko ojca by go wspierać choć sama się bałam.Nie chciałam tracić nikogo.Ani ojca,ani Ashley.
Oh.Moja biedna Ashley.Nie powinna na to patrzeć.Wiedziałam,że nie lubiła zajęcia naszego ojca ale to dzięki niemu nie brakowało nam niczego.Miałyśmy wszystko czego chciałyśmy.
-Dziękuję ci Holly.-odezwał się brunet siedzący na kanapie.Był wprost zjadany przez dwie inne dziewczyny w skąpych strojach.
Wstał gwałtownie zrzucając swoje "zabaweczki" i uśmiechnął się w nasza stronę.
Miał brązowe loki okaszające jego rysy twarzy.Natura obdarzyła go również zielonymi tęczówkami,które mieniły się kolorami z dyskoteki.Musiałam przyznać,nie myślałam,że będzie wyglądał tak gorąco.
Zaraz chwila.
Serio tak pomyślałam?O mój Boże nie.
-Witamy w naszych skromnych progach.-podszedł do nas bliżej.-Napijecie się czegoś?Na mój koszt.
-Gdzie ona jest?-syknął mój ojciec nie owijając w bawełnę.
-Wszystko w swoim czasie.-odparł spokojnie brunet.-Porozmawiajmy.
Odwrócił się do swojego stolika.
-Spadać.-rozkazał.
Wszyscy jak na zawołanie poderwali się z miejsca i zaczęli iść w kierunku budynku.Styles dostał plusa na mojej liście jak mocno mam mu zajebać w twarz.Jego postawa,ton głosu przyprawiał mnie o wpierdolenie mu.
Mój ojciec stał w bezruchu nie dając za wygraną.Widziałam jak chłopak zaśmiał się pod nosem i dodał szyderczo.
-Widzę,że twardy z ciebie zawodnik.
-Nie tak jak z ciebie.-prychnęłam na co mój ojciec rzucił mi mordercze spojrzenie.
Harry zilustrował mnie od stóp do głów i podgryzł wargę.
-Córeczka?-zapytał.
-A wyglądam na matkę?-uniosłam brew.
-Mila.-znów mój ojciec wyraził swoje niezadowolenie.
-Wyszczekana córeczka.
Był tylko kilka kroków ode mnie.Zdecydowanie za blisko.
-Chyba chcesz wrócić z kuku na twarzy.-dodał przekręcając lekko głowę na bok.
-Nawet byś mnie nie dotknął,sukinsynu.
-Mila!-mój ojciec tracił cierpliwość.
-Co powiedziałaś?-zrobił jeszcze krok w moją stronę ale ochroniarze mojego ojca zrobili też krok w jego stronę
-Sukinsyn.-odparłam pewnie.
Chłopaka wyraźnie zatkało.
- Druga dziewczynka też taka odważna? - Spytał przenosząc szyderczy wzrok na Ashley. Powoli zaczął się do niej zbliżać, na co Matt sięgnął dłonią za pasek spodni po chwili wyciągając czarny pistolet i mierząc w bruneta który lekko się uśmiechnął.- Proszę, proszę. Odważny, głupi zakochany chłoptaś.
- Co? Duży przywódca Darka nigdy nie widział dziewczyny? Bo chyba żeby stracić cnotę musiałeś nieźle zapłacić.- Rzuciłam wściekła patrząc jak mężczyzna wzrokiem zabija moją małą siostrę. W jednym momencie każda obecna tam osoba zwróciła na nas wzrok. Patrzyliśmy sobie w oczy wściekli.
- Teraz.- Krzyknął Styles, a reszta obecnych osób z Darka wyciągnęła broń.
- Na ziemie!- Krzyknęłam padając. Świst strzał zaraz nad naszymi głowami był nie do zniesienia. Po chwili wyjęłam pistolet i strzeliłam prosto w serce jakiegoś faceta. Miejsce w piekle miałam zarezerwowane od wielu lat, bardzo blisko szatana jak mniemam. Postrzeliłam jeszcze dwóch kiedy zauważyłam, że Styles idzie w kierunku mojej siostry. Zerwałam się z ziemi i rzuciłam na bruneta, siła upadku wytrąciła mi broń, jak i jemu. Wstałam najszybciej jak mogłam i kopnęłam bruneta w brzuch, chcąc wykonać to ponownie zamachnęłam się i poczułam jak zielonooki łapie mnie za kostkę, straciłam równowagę, upadłam drugą nogą uderzając Stylesa w jego kolegę. Zwinął się w kulkę trzymając się za poszkodowaną rzecz.
- Właśnie dlatego nie zadziera się z Reedami.- Odwróciłam się sięgając po pistolet żeby zmieść tego chuja z powierzchni  ziemi, ale zobaczyłam że nigdzie nie ma Ashley, tak jak jednego z Darka.
Strzeliłam w bok mężczyzny który próbował uderzyć mojego ojca, upadł zalewając krwią mojego tatę.
- Mogłaś mniej drastycznie.- Rzucił chcąc rękami pozbyć się krwi z czarnej skórzanej kurtki.
- Pieprzyć drastyczność. Ashley zniknęła.- Najstarszy z Reedów, zbladł patrząc na moją twarz. Pokręcił głową szukając jej wzrokiem. Zauważył Matta. Podszedł do niego na miejscu skręcając kark jego przeciwnikowi.
- Miałeś ją chronić sukinsynu! - Powiedział uderzając go w twarz.
- Mamy biedną malutką córeczkę Reeda. Ciekawe co zrobi, żeby ją odzyskać.- Powiedział Styles opierając się o ścianę, pewnie nie do końca mogąc stać o własnych siłach po bójce.

Czytasz? Komentuj. :) To naprawdę motywuje :)


wtorek, 1 lipca 2014

Chapter 1 (Pilot)

Ashley's POV

Londyn.
Miejsce,które po zmroku pokazuje swoje prawdziwe oblicze.Miejsce to na pewno nie jest bezpieczne.
Wyścigi samochodowe.
Narkotyki.
Alkochol.
Pieniądze.
Tak wyglądało moje życie odkąd tylko pamiętałam.Ciągłe imprezy,zero zakazów i po prostu czysta zabawa.Czasami pragnęłam normalnego życia.Bez ukrywania się,bez strachu
przed policją.Nigdy nie miałam stabilnego życia.Zawsze chodziłam z Mattem żeby w razie czego nie zostać całkowicie bezbronną,kiedy zaatakują nas ludzie,których zazdrość
sięga zenitu.
Dark.
Banda,uważająca się za "Panów Londynu".Niszczą wszystko co spotkają na swojej drodze.Nienawidzą konkurencji a co za tym idzie nas.
Rywalizowaliśmy ze sobą o wszystko.O nowych klientów.Władze,pieniądze...o wszystko.
Jedmak pewnego razu Londyn stał się światkiem największej wojny gangów jaką kiedykolwiek widział.

Przetarłam swoje zaspane oczy i wyciągnęłam się na łózku.Tak bardzo nie chciało mi się wstawać.Światło słoneczne jakie wpadało przez okno drażniło moje oczy,zmuszając co
pierwszych rannych funkcji życiowych.Odrzuciłam kołdrę na bok i poczłapałam do garderoby.Gdy się ubrałam zeszłam do kuchni.
Na dole spotkałam już moją siostrę,ubraną w dużą piłkarską bluzkę.Właśnie nalewała sobie do kubka kawę.
-Cześć.-rzuciłam zaspana otwierając lodówkę i wyciągając z niej mleko.
Mila nie odpowiedziała tylko ruszyła ręką na znak,że słyszała co powiedziałam.Oparłam się o blat i odkręciłam butelkę.Do moich zaschniętych ust wlałam dużą ilość cieczy po czym zdecydowałam się,że zjem płatki.
-Gdzie tata?-zapytałam wyjmując miskę.
-Na górze. Pewnie.Pewnie jeszcze śpi.-mruknęła obojętnie.
Zapewne znowu zabawiał się z inną kobietą do późna.Ah.Odkąd zmarła mama zmienia kobiety jak rękawiczki jednak nie mam co narzekać.Był dla nas najlepszym ojcem na
świecie.
-Zawieziesz mnie do szkoły?-spytałam nieśmiało pałaszując płatki z wielkim apetytem.
-Spoko.
Jej wypowiedzi zawsze były krótkie i obojętne.Wychowywał ją ojciec przez co razem z nim wylądowała w Breakers.Ja miałam o wiele więcej kontaktu z mamą dlatego nie za
bardzo lubiłam szybkie samochody,wyścigi i tym podobne rzeczy.Jednakże podobało mi się życie w ciągłym luksusie.Mieliśmy wielki dom w którym często się gubiłam,
stojący na jednym z najlepiej strzeżonych osiedli w Londynie.Zawsze miałam ubrania od najlepszych projektantów a gdy wybierałam tylko to co mi się podobało nie patrząc
na cenę.
Takie życie miało jednak swoją cenę.
Każdego dnia bowiem policja mogła znaleźć mojego ojca jak i innych z gangu i zamknąć na długie lata.Tego się najbardziej obawiałam,że stracę rodzinę. Że stracę ukochaną siostrę. Od dziecka była osobą najważniejszą dla mnie. To dzięki niej zawsze szanowali mnie w szkole wiedząc, że podpadają mi, podpadają również jej. A tego nikt nie chciał. Tylko samobójca chciałby podpaść któremuś z Reedów. Nasza rodzina budziła powszechny szacunek wśród sąsiadów, nauczycieli, całej dzielnicy. Od kiedy skończyłam piętnaście lat w naszej rodzinie pojawił się pewien chłopak. Na imię miał Matt. Od samego początku mi się spodobał, krótko po jego zjawieniu, zaczęliśmy się przyjaźnić. Ojciec zawsze tłumaczył jego obecność tym, że jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a Matty nigdy do tego tematu nie wracał, dlatego też nigdy go nie poruszałam. Spojrzałam na moją siostrę wyczekująco patrzącą aż wreszcie się ruszę, spełniłam jej niemą prośbę i wstałam od stołu poprawiając krótką sukienkę a ona spojrzała na nią ze wstrętem.
- Nie możesz wreszcie zacząć się ubierać jak córka kogoś w formacie ojca? - Spytała z przekąsem obserwując różowy materiał sięgający mi połowy ud.
- Wydaje mi się, że tata woli mieć chociaż jedną córkę.- Odgryzłam się i poszłam do przedpokoju założyć ukochane czarne czółenka. Po kilku minutach wróciła podskakując i próbując wcisnąć się w jej ukochane jeansy. Po chwili udało jej się, włożyła trampki, chwyciła kluczyki i prawie że wygoniła mnie z przedpokoju.
W garażu stało z 7 może 8 samochodów.Tata jak i Mila uwielbiali zabawki.
Wsiadłyśmy do białego Audi R8 po czym moja siostra powiedziała.
-Lepiej się zapnij.
O mój Boże.
Nie było rzeczy,którą nienawidziłam bardziej niż to kiedy Mila była za kółkiem.Jeździła tak szybko,że czasami chciałam zwymiotować.
Tak jak myślałam po tym jak minęłyśmy osiedle dziewczyna przycisnęła pedał gazy do końca.Poczułam jak wbija mnie w fotel.Rzeczy za oknem rozmywały się przez co chciałam ubrudzić jej tapicerkę.
-Oddychaj.-zaśmiała się patrząc na mnie.
-Łatwo ci mówić.-jęknęłam i poprawiłam się na fotelu.
-Przyjechać po lekcjach?-zapytała gdy parkowałyśmy pod moją szkołą.
Jak zawsze wzrok wszystkich skierował się na nas.Odpięłam pasy i wysiadłam z samochodu.
-Nie dzięki.Po szkole wracam z Mattem.Musimy się razem pouczyć do angielskiego.
-Baw się dobrze.-odparła i z piskiem opon odjechała.
Pewnym krokiem poszłam w stronę klasy od matematyki.Przy szafce spotkałam swoją przyjaciółkę.Marina wyciągała właśnie podręcznik,który jakimś cudem wypadł jej z rąk.
-Proszę.-powiedziałam podnosząc go i podając dziewczynie.
-Dzięki.-uśmiechnęła się.-Co tam?
-A co może być?Wiecznie to samo.Nic się nie dzieje.-westchnęłam otwierając swoją szafkę.
-No coś ty.W życiu Ashley Reed,córki Christiana Reeda jest niemożliwe by nic się nie działo.-zaśmiała się na co ja rzuciłam jej kwaśną minę.
Nie miałam zamiaru rozmawiać o tym czym zajmuje się mój ojciec i czego najbardziej się obawiam.Wszyscy tylko się domyślali prawdy jednak byli zbyt głupi by pojąć wszystko.
-Cześć piękna.-usłyszałam dobrze znany mi głos.
Matt powitał mnie słodkim i długim buziakiem,którego uwielbiałam najbardziej na świecie.
-Idziesz dzisiaj do mnie tak?-zapytałam kiedy się od siebie oderwaliśmy.
-Mhm.
Lekcja matematyki bardzo się dłużyła.Nie rozumiałam z tego tematu nic dlatego postanowiłam,że zapytam się o to później Matta.Wiedziałam,że materiał dla niego był prosty i z niczym nie miał nigdy problemu.Był taki inny niż chłopaki z Breakers.Miły,uroczy,troskliwy,był po prostu idealny.Stworzony specjalnie dla mnie.Taki mój prywatny Anioł Stróż.
Kiedy wychodziłam z sali zobaczyłam dwóch chłopaków,którzy często przychodzili do ojca.Jeden z nich nazywał się Kaspar a drugiego nie pamiętałam.W naszym domu co chwile byli jacyś obcy ludzie i zapamiętanie ich wszystkich zmusiłoby mnie do napisania grubej księgi.
-Co się dzieje?-zapytał Matt stanowczym tonem.
-Musimy ją stąd zabrać.-powiedział Kaspar obojętnie.
-Teraz.-dodał drugi widząc jak nasza dwójka nie chce się ruszyć.
Oboje z Mattem ruszyliśmy za nimi.
Byłam cała zdenerwowana.Dlaczego ojciec wysłał po mnie swoich pomocników.Co się działo?W mojej głowie kłębiło się milion myśli.
Wsiedliśmy razem z moim chłopakiem na tylne siedzenia do czarnego Range Rovera.Przez okno widziałam jak wszyscy patrzą się na nas wścibsko.
Nie jeździli jak Mila raczej o wiele spokojniej.Widocznie moja siostra miała tylko coś do pedału gazu w tym gangu.
Matt złapał mnie za rękę i delikatnie ją ścisnął by dodać mi odwagi.Uśmiechnęłam się do niego smutno i znów mój wzrok spoczął na rzeczami za szybą.
Dojechaliśmy pod mój dom w przeciągu kilkunastu minut.Pod nim stało z sześć albo nawet siedem czarnych aut.Nie rozpoznałam ani jednego z nich.
Wjechaliśmy do garażu gdzie zobaczyłam,że nie ma samochodu Mili.
Jedynym słowem w tej chwili było cholera.
A co jeśli ci z Darka coś jej zrobili?Co jeśli ją zabili?Nie,nie to nie mogła być prawda.Kilka razy mrugnęłam,żeby powstrzymać napływające do oczy łzy.
W domu na kanapie siedzieli sami faceci.Szybko popędziłam do gabinetu ojca.Siedział na swoim obrotowym fotelu i rozmawiał z jakimś chłopakiem.
-Wyślij kilka osób do magazynu.Mają pilnować tego jak oka w głowie,zrozumiano?-powiedział lodowatym tonem.
-Tak jest szefie.-odparł chłopak i wyminął mnie.
Ojciec popatrzył na mnie a ja wtuliłam się w jego pierś.Słyszałam szybkie bicie serca a ciepło jego ciała dodawało mi pewności siebie.
-Tato co się dzieje?-zapytałam patrząc w jego oczy.
-Szef Darka własnie zmarł.-odparł.
-A co my mamy do tego?
-Kochanie,oni uważają,że to ktoś z nas.
-Ale,ale to nie prawda,tak?-zapytałam.
-Oczywiście że nie.Jego syn przejął władze.Czuje,że nie będzie skory do kompromisu.
Nieoczekiwanie do gabinetu weszła zdyszana Mila ze wściekłością wypisaną na twarzy.
-Porwali Izzy.-wzięła oddech.
Mój ojciec od razu lekko mnie odepchnął i podszedł do mojej siostry.Z kącika jej ust leciała krew.
-Nic ci się nie stało?-zapytał dotykając jej zranionego miejsca.
-Nie,jest okey.-wyminęła go.-Ten nowy...jak on ma.z resztą nie ważne.Styles chce się z nami spotkać dzisiaj.-mruknęła.
-Gdzie?-spytał.
-W Mrocznym Podwórku.
Mój ojciec usiadł na fotelu i ułożył ręce w wieżyczkę.Nastała minuta ciszy.Mila wytarła krew chusteczką po czym przemówiła.
-Musimy tam iść.Oni mają...
-Wiem kogo mają Mila!-ryknął ojciec.-Wiesz,że Des nie żyje.Nie wiem co kombinują ale spróbują nas udupić a ja nie wiem na czym stoję!To bardzo ryzykowne.Nie wiem czy warto dla jednej osoby.
-Chyba nie chcesz jej tam zostawiać?-oburzyłam się.-Przecież jest jedną z nas!Nie możesz!
Do moich oczy naleciały łzy.Nie mogłam ich powstrzymać.Gdy pomyślałam co ten cały Styles robi teraz tej biednej dziewczynie robiło mi się niedobrze.Być może ją bił a może nawet posunął się do gorszych rzeczy.
-Mówię,że to niesamowicie ryzykowne!-również krzyknął.-Nie stracę swojej pozycji tylko dlatego,że ktoś był na tyle zdesperowany i porwał dziewczynę!
-To gdyby porwali mnie albo Mile też byś nic nie zrobił?!Straciłbyś nas tak jak mamę?!
Po chwili zaczęłam żałować,że to powiedziałam jednak należało mu się.Miałam do niego żal o to,że mógłby zrobić nam to samo co mamie.
-Przepraszam.-mruknęłam widząc zszokowane miny mojej rodziny.
Ojciec nic nie odpowiedział.
-Ja nie wiem dlaczego to powiedziałam...
-Ashley idź do pokoju.-odezwała się stanowczo moja siostra.
-Ale...
-Do pokoju!-ryknęła tak,że moje serce podeszło mi do gardła.