Ashley's POV
Londyn.
Miejsce,które po zmroku pokazuje swoje prawdziwe oblicze.Miejsce to na pewno nie jest bezpieczne.
Wyścigi samochodowe.
Narkotyki.
Alkochol.
Pieniądze.
Tak wyglądało moje życie odkąd tylko pamiętałam.Ciągłe imprezy,zero zakazów i po prostu czysta zabawa.Czasami pragnęłam normalnego życia.Bez ukrywania się,bez strachu
przed policją.Nigdy nie miałam stabilnego życia.Zawsze chodziłam z Mattem żeby w razie czego nie zostać całkowicie bezbronną,kiedy zaatakują nas ludzie,których zazdrość
sięga zenitu.
Dark.
Banda,uważająca się za "Panów Londynu".Niszczą wszystko co spotkają na swojej drodze.Nienawidzą konkurencji a co za tym idzie nas.
Rywalizowaliśmy ze sobą o wszystko.O nowych klientów.Władze,pieniądze...o wszystko.
Jedmak pewnego razu Londyn stał się światkiem największej wojny gangów jaką kiedykolwiek widział.
Przetarłam swoje zaspane oczy i wyciągnęłam się na łózku.Tak bardzo nie chciało mi się wstawać.Światło słoneczne jakie wpadało przez okno drażniło moje oczy,zmuszając co
pierwszych rannych funkcji życiowych.Odrzuciłam kołdrę na bok i poczłapałam do garderoby.Gdy się ubrałam zeszłam do kuchni.
Na dole spotkałam już moją siostrę,ubraną w dużą piłkarską bluzkę.Właśnie nalewała sobie do kubka kawę.
-Cześć.-rzuciłam zaspana otwierając lodówkę i wyciągając z niej mleko.
Mila nie odpowiedziała tylko ruszyła ręką na znak,że słyszała co powiedziałam.Oparłam się o blat i odkręciłam butelkę.Do moich zaschniętych ust wlałam dużą ilość cieczy po czym zdecydowałam się,że zjem płatki.
-Gdzie tata?-zapytałam wyjmując miskę.
-Na górze. Pewnie.Pewnie jeszcze śpi.-mruknęła obojętnie.
Zapewne znowu zabawiał się z inną kobietą do późna.Ah.Odkąd zmarła mama zmienia kobiety jak rękawiczki jednak nie mam co narzekać.Był dla nas najlepszym ojcem na
świecie.
-Zawieziesz mnie do szkoły?-spytałam nieśmiało pałaszując płatki z wielkim apetytem.
-Spoko.
Jej wypowiedzi zawsze były krótkie i obojętne.Wychowywał ją ojciec przez co razem z nim wylądowała w Breakers.Ja miałam o wiele więcej kontaktu z mamą dlatego nie za
bardzo lubiłam szybkie samochody,wyścigi i tym podobne rzeczy.Jednakże podobało mi się życie w ciągłym luksusie.Mieliśmy wielki dom w którym często się gubiłam,
stojący na jednym z najlepiej strzeżonych osiedli w Londynie.Zawsze miałam ubrania od najlepszych projektantów a gdy wybierałam tylko to co mi się podobało nie patrząc
na cenę.
Takie życie miało jednak swoją cenę.
Każdego dnia bowiem policja mogła znaleźć mojego ojca jak i innych z gangu i zamknąć na długie lata.Tego się najbardziej obawiałam,że stracę rodzinę. Że stracę ukochaną siostrę. Od dziecka była osobą najważniejszą dla mnie. To dzięki niej zawsze szanowali mnie w szkole wiedząc, że podpadają mi, podpadają również jej. A tego nikt nie chciał. Tylko samobójca chciałby podpaść któremuś z Reedów. Nasza rodzina budziła powszechny szacunek wśród sąsiadów, nauczycieli, całej dzielnicy. Od kiedy skończyłam piętnaście lat w naszej rodzinie pojawił się pewien chłopak. Na imię miał Matt. Od samego początku mi się spodobał, krótko po jego zjawieniu, zaczęliśmy się przyjaźnić. Ojciec zawsze tłumaczył jego obecność tym, że jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a Matty nigdy do tego tematu nie wracał, dlatego też nigdy go nie poruszałam. Spojrzałam na moją siostrę wyczekująco patrzącą aż wreszcie się ruszę, spełniłam jej niemą prośbę i wstałam od stołu poprawiając krótką sukienkę a ona spojrzała na nią ze wstrętem.
- Nie możesz wreszcie zacząć się ubierać jak córka kogoś w formacie ojca? - Spytała z przekąsem obserwując różowy materiał sięgający mi połowy ud.
- Wydaje mi się, że tata woli mieć chociaż jedną córkę.- Odgryzłam się i poszłam do przedpokoju założyć ukochane czarne czółenka. Po kilku minutach wróciła podskakując i próbując wcisnąć się w jej ukochane jeansy. Po chwili udało jej się, włożyła trampki, chwyciła kluczyki i prawie że wygoniła mnie z przedpokoju.
W garażu stało z 7 może 8 samochodów.Tata jak i Mila uwielbiali zabawki.
Wsiadłyśmy do białego Audi R8 po czym moja siostra powiedziała.
-Lepiej się zapnij.
O mój Boże.
Nie było rzeczy,którą nienawidziłam bardziej niż to kiedy Mila była za kółkiem.Jeździła tak szybko,że czasami chciałam zwymiotować.
Tak jak myślałam po tym jak minęłyśmy osiedle dziewczyna przycisnęła pedał gazy do końca.Poczułam jak wbija mnie w fotel.Rzeczy za oknem rozmywały się przez co chciałam ubrudzić jej tapicerkę.
-Oddychaj.-zaśmiała się patrząc na mnie.
-Łatwo ci mówić.-jęknęłam i poprawiłam się na fotelu.
-Przyjechać po lekcjach?-zapytała gdy parkowałyśmy pod moją szkołą.
Jak zawsze wzrok wszystkich skierował się na nas.Odpięłam pasy i wysiadłam z samochodu.
-Nie dzięki.Po szkole wracam z Mattem.Musimy się razem pouczyć do angielskiego.
-Baw się dobrze.-odparła i z piskiem opon odjechała.
Pewnym krokiem poszłam w stronę klasy od matematyki.Przy szafce spotkałam swoją przyjaciółkę.Marina wyciągała właśnie podręcznik,który jakimś cudem wypadł jej z rąk.
-Proszę.-powiedziałam podnosząc go i podając dziewczynie.
-Dzięki.-uśmiechnęła się.-Co tam?
-A co może być?Wiecznie to samo.Nic się nie dzieje.-westchnęłam otwierając swoją szafkę.
-No coś ty.W życiu Ashley Reed,córki Christiana Reeda jest niemożliwe by nic się nie działo.-zaśmiała się na co ja rzuciłam jej kwaśną minę.
Nie miałam zamiaru rozmawiać o tym czym zajmuje się mój ojciec i czego najbardziej się obawiam.Wszyscy tylko się domyślali prawdy jednak byli zbyt głupi by pojąć wszystko.
-Cześć piękna.-usłyszałam dobrze znany mi głos.
Matt powitał mnie słodkim i długim buziakiem,którego uwielbiałam najbardziej na świecie.
-Idziesz dzisiaj do mnie tak?-zapytałam kiedy się od siebie oderwaliśmy.
-Mhm.
Lekcja matematyki bardzo się dłużyła.Nie rozumiałam z tego tematu nic dlatego postanowiłam,że zapytam się o to później Matta.Wiedziałam,że materiał dla niego był prosty i z niczym nie miał nigdy problemu.Był taki inny niż chłopaki z Breakers.Miły,uroczy,troskliwy,był po prostu idealny.Stworzony specjalnie dla mnie.Taki mój prywatny Anioł Stróż.
Kiedy wychodziłam z sali zobaczyłam dwóch chłopaków,którzy często przychodzili do ojca.Jeden z nich nazywał się Kaspar a drugiego nie pamiętałam.W naszym domu co chwile byli jacyś obcy ludzie i zapamiętanie ich wszystkich zmusiłoby mnie do napisania grubej księgi.
-Co się dzieje?-zapytał Matt stanowczym tonem.
-Musimy ją stąd zabrać.-powiedział Kaspar obojętnie.
-Teraz.-dodał drugi widząc jak nasza dwójka nie chce się ruszyć.
Oboje z Mattem ruszyliśmy za nimi.
Byłam cała zdenerwowana.Dlaczego ojciec wysłał po mnie swoich pomocników.Co się działo?W mojej głowie kłębiło się milion myśli.
Wsiedliśmy razem z moim chłopakiem na tylne siedzenia do czarnego Range Rovera.Przez okno widziałam jak wszyscy patrzą się na nas wścibsko.
Nie jeździli jak Mila raczej o wiele spokojniej.Widocznie moja siostra miała tylko coś do pedału gazu w tym gangu.
Matt złapał mnie za rękę i delikatnie ją ścisnął by dodać mi odwagi.Uśmiechnęłam się do niego smutno i znów mój wzrok spoczął na rzeczami za szybą.
Dojechaliśmy pod mój dom w przeciągu kilkunastu minut.Pod nim stało z sześć albo nawet siedem czarnych aut.Nie rozpoznałam ani jednego z nich.
Wjechaliśmy do garażu gdzie zobaczyłam,że nie ma samochodu Mili.
Jedynym słowem w tej chwili było cholera.
A co jeśli ci z Darka coś jej zrobili?Co jeśli ją zabili?Nie,nie to nie mogła być prawda.Kilka razy mrugnęłam,żeby powstrzymać napływające do oczy łzy.
W domu na kanapie siedzieli sami faceci.Szybko popędziłam do gabinetu ojca.Siedział na swoim obrotowym fotelu i rozmawiał z jakimś chłopakiem.
-Wyślij kilka osób do magazynu.Mają pilnować tego jak oka w głowie,zrozumiano?-powiedział lodowatym tonem.
-Tak jest szefie.-odparł chłopak i wyminął mnie.
Ojciec popatrzył na mnie a ja wtuliłam się w jego pierś.Słyszałam szybkie bicie serca a ciepło jego ciała dodawało mi pewności siebie.
-Tato co się dzieje?-zapytałam patrząc w jego oczy.
-Szef Darka własnie zmarł.-odparł.
-A co my mamy do tego?
-Kochanie,oni uważają,że to ktoś z nas.
-Ale,ale to nie prawda,tak?-zapytałam.
-Oczywiście że nie.Jego syn przejął władze.Czuje,że nie będzie skory do kompromisu.
Nieoczekiwanie do gabinetu weszła zdyszana Mila ze wściekłością wypisaną na twarzy.
-Porwali Izzy.-wzięła oddech.
Mój ojciec od razu lekko mnie odepchnął i podszedł do mojej siostry.Z kącika jej ust leciała krew.
-Nic ci się nie stało?-zapytał dotykając jej zranionego miejsca.
-Nie,jest okey.-wyminęła go.-Ten nowy...jak on ma.z resztą nie ważne.Styles chce się z nami spotkać dzisiaj.-mruknęła.
-Gdzie?-spytał.
-W Mrocznym Podwórku.
Mój ojciec usiadł na fotelu i ułożył ręce w wieżyczkę.Nastała minuta ciszy.Mila wytarła krew chusteczką po czym przemówiła.
-Musimy tam iść.Oni mają...
-Wiem kogo mają Mila!-ryknął ojciec.-Wiesz,że Des nie żyje.Nie wiem co kombinują ale spróbują nas udupić a ja nie wiem na czym stoję!To bardzo ryzykowne.Nie wiem czy warto dla jednej osoby.
-Chyba nie chcesz jej tam zostawiać?-oburzyłam się.-Przecież jest jedną z nas!Nie możesz!
Do moich oczy naleciały łzy.Nie mogłam ich powstrzymać.Gdy pomyślałam co ten cały Styles robi teraz tej biednej dziewczynie robiło mi się niedobrze.Być może ją bił a może nawet posunął się do gorszych rzeczy.
-Mówię,że to niesamowicie ryzykowne!-również krzyknął.-Nie stracę swojej pozycji tylko dlatego,że ktoś był na tyle zdesperowany i porwał dziewczynę!
-To gdyby porwali mnie albo Mile też byś nic nie zrobił?!Straciłbyś nas tak jak mamę?!
Po chwili zaczęłam żałować,że to powiedziałam jednak należało mu się.Miałam do niego żal o to,że mógłby zrobić nam to samo co mamie.
-Przepraszam.-mruknęłam widząc zszokowane miny mojej rodziny.
Ojciec nic nie odpowiedział.
-Ja nie wiem dlaczego to powiedziałam...
-Ashley idź do pokoju.-odezwała się stanowczo moja siostra.
-Ale...
-Do pokoju!-ryknęła tak,że moje serce podeszło mi do gardła.
asdfghjkl......... IDEAŁ... zapowiada się super... czekam na wiecej :****
OdpowiedzUsuńSuper Styles awww
OdpowiedzUsuń